Michał Ostapowicz24.01.2014
Autorytet w sieci

Jaki podstawowy brak kultury! Napisałem tu felieton, a się nawet nie przedstawiłem…

Ale czy to cokolwiek by zmieniło? Nawet gdybym powiedział Wam o sobie wszystko i tak nie wiedzielibyście o mnie nic. Bo wszystko to byłoby tylko moją deklaracją. Wersją prawdy, która jest tylko moja. I nie jestem w tym jedyny. Każdy w internecie może napisać co chce. Ty też.

W internecie możemy być tym, kim chcemy. Możemy wciskać ludziom, co tylko nam się podoba i nikt nie jest w stanie tego zweryfikować.

Mówi się, że internet staje się coraz ważniejszym źródłem informacji. Boli cię brzuch – sprawdzasz w google – to rak. Chcesz kupić nowy telefon – czytasz opinie – to chłam, który jest słabszy od kalkulatora. Przez ekran przewija nam się niezliczona ilość  informacji generowanych przez „specjalistów”.

Profesjonalni amatorzy – to najsilniejsza grupa tworząca treści w internecie. Ludzie, którzy popierają swoją opinię, nie merytorycznymi faktami, a własnym widzimisię. Dla których nieważne jest czy coś jest obiektywnie dobre, czy złe. Ważne jest tylko to, co myślą. A wielce prawdopodobne, że to nawet nie ich odczucia. To równie dobrze może być powtórzenie opinii, którą gdzieś w internecie zobaczyli. Mechanizm ten w psychologi nazywany jest społecznym dowodem słuszności:

Skoro nie mam własnej opinii, przyjmę taką, jaką wyraża większość ludzi. I jeszcze o tym napiszę!

Dlatego też, profesjonalni krytycy filmowi, przed pójściem na seans nie czytają recenzji. Tak łatwiej jest im podejść obiektywnie do produkcji. Nie nastawiają się na konkretną ocenę, nie wiedzą, co o filmie sądzą inni krytycy – nie wiedzą jak myśli większość.

Jesteśmy istotami społecznymi i lubimy czuć się częścią społeczności. Opinia odmienna od tej najpopularniejszej powoduje ostracyzm. Dlatego bez refleksji przyjmujemy za słuszne to, co mówią nam inni. Dziennikarze, politycy, blogerzy, wszyscy wmawiają nam jak wygląda świat. Dyktują co powinniśmy myśleć i jak się zachowywać. Mają nad nami władzę większą niż nam się wydaje. Nawet jeśli twierdzisz, że nie dajesz się tak manipulować, twoje otoczenie już się daje.

Najśmieszniejsze w całym tym układzie jest to, że nie da się od tego uciec. Można jedynie o tym pamiętać i starać się myśleć po swojemu. Zaakceptować, że nigdy tak do końca nie możemy zaufać temu co sądzą inni.

Czasem tylko żałuję, że nie mogę sobie zainstalować w mózgu jakiegoś firewalla.

Źródło: Flickr.com CC
Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

Ten obcy z internetu, któremu nie można ufać.
@Psoro
  • Daniel Cisek

    Zgodzę się z autorem. Myślę, że trzeba (o ile to możliwie) samemu sprawdzać pewne „rzeczy” aby mieć swoje zadanie i dodatkowo im mamy większe doświadczenie to bardziej obiektywnie i zarazem logicznie można argumentować stawiane tezy. Należało by również mieć na uwadze innych zadanie i konfrontować je ze swoimi odczuciami.

  • Mecenas Maciek Jasiński

    tekst o niczym i dla nikogo… kilka dni temu ktos tez probowal mi tu na onetech.pl wmowic ze dobrze jak nie mam wlasnego zdania w kazdym temacie.. teraz ten tekst… zapraszam autorow obu tekstu by zalozyli bloga o tematyce zyciowo filozoficznej bo to miejsce do tego zwyczajnie sie nie nadaje i wydaje mi sie ze wyraze tym opinie wiekszosci uzytkownikow… Sorry panowie nie to miejsce i tresc… oby mniej tego tu było bo zaczynam sie powoli odwracac od waszego portalu i tak jak szlo w dobrym kierunku (techniczno informacyjnym) tak teraz zaczyna byc kupa…

    • Anon

      To esej, gatunek dziennikarsko publicystyczny. tekst jest charakterystyczny dla niego choć nie najlepiej ujęty stylistycznie.

      Na +

      • Mecenas Maciek Jasiński

        z czescia o stylistyce pozwole sie zgodzic