Kuba11.01.2015
Beats Pill vs JBL Pulse – recenzja głośników

Bezprzewodowy głośnik pozwoli zabrać Ci swoją ulubioną muzykę gdziekolwiek chcesz – czy to na piknik, czy na wakacje nad morzem. Jednak zanim wyruszymy w podróż z naszą ulubioną playlistą, należy takowy wybrać spośród dziesiątek dostępnych na rynku modeli.

O dominację w tym segmencie zawzięcie walczą między innymi dwie firmy – JBL i Beats. Żeby sprawdzić, która z nich jest lepsza, wziąłem pod lupę dwa modele – Pill 2.0 i Pulse. Co z tego wyjdzie? Sam jestem ciekaw.

Opakowanie i akcesoria

2
ab

Wśród wszystkich produktów ubu marek, dwa wybrane przeze mnie modele, to raczej segment średni. Nie spodziewałem się od nich za wiele, ale jedna z firm zdecydowanie trzyma poziom. Beats zewnątrz ma dość skromną, lecz naprawdę nieźle się prezentującą formę. Pudełko stylistycznie przypomina produkty Apple – to sprzedawany produkt znajduje się w centrum uwagi, a nie jakieś poboczne rzeczy. Zaś JBL wyciąga wszystko na wierzch i próbuje koniecznie zwrócić na siebie uwagę – duża na cały karton grafika 3D i setki zbędnych informacji na pudełku mają nam pokazać, jak wiele (według producenta) Pulse ma nam do zaoferowania.
A w pudełku nic nadzwyczajnego – kabel do ładowania (mUSB), kabel jack-jack i wtyczka do kontaktu. Beats dodał jeszcze całkiem ładny pokrowiec (który uszyty jest na styk – trzeba użyć siły, aby go zapiąć) na głośnik.

Design i wykonanie

1
7

Pill, jak sama nazwa wskazuje – ma kształt tabletki. Niedużej (jak na głośnik) tabletki, ale jednak jest widokiem niecodziennym. W środku znajdują się 4 małe głośniczki, które zewnątrz chroni metalowa siatka. Z tyłu mamy zestaw portów – wejście, wyjście słuchawkowe i zasilanie, a na środkowym pierścieniu przełączniki – parowanie (logo Beats), głośność i włącznik/wyłącznik. Plastik jest przyjemny w dotyku, ale niektóre elementy obudowy różnią się od siebie odcieniem. Ogólnie sprawia wrażenie solidnego urządzenia, zrobionego z całkiem niezłą dbałością o detale i wykończenie. Całkiem przemyślana konstrukcja, nie mam nic do dodania.

Pulse bardziej przykuwa uwagę. Nic dziwnego, w końcu większość urządzenia zajmuje wielki panel (?) diod LED, którymi możemy sterować. Do wyboru mamy kilka ustawień dostępnych bezpośrednio na urządzeniu lub z poziomu dedykowanej aplikacji. Tym sposobem możemy wyświetlić na głośniku dowolny kolor, ich mieszankę czy też stworzyć własny efekt. Najciekawszym z nich jest chyba graficzny Equalizer tzn. jego imitacja i podskakujące w rytm muzyki kolorowe paski. Reszta, czyli górny i tylni panel, wykonana jest z gumowanego tworzywa. Na górze mamy dostęp do wyłącznika, Bluetooth, głośności i paru efektów świetlnych. Z tyłu natomiast znajduje się port mUSB, wyjście słuchawkowe i czujnik, który dostosowuje efekty do aktualnego położenia głośnika i wyświetla je w pionowej lub poziomej orientacji.

Użytkowanie

4

Oba głośniczki komunikują się z urządzeniem za pomocą Bluetooth, NFC lub wyjścia słuchawkowego, także podłączymy do nich praktycznie każdy odtwarzacz audio. Nie posiadają natomiast USB OTG, które pozwoliłoby np. na odtwarzanie muzyki z pendrive’a (swoją drogą – szkoda, że tylko mały ułamek urządzeń to ma, a powinno być przecież standardem). Bateria w obu trzyma dobrze (około 7h w Pillu i 10h w Pulse przy spokojnym słuchaniu), ale po włączeniu diod w Pulse, żywotność spada do około pięciu godzin. JBL informuje o poziomie naładowania z tyłu obudowy (diody są ukryte w czujniku), a Beats mruga na czerwono jedynie podczas ładowania i kiedy zostaje mu mało baterii. Na szczęście, posiada wbudowaną bardzo przydatną funkcję, która pokazuje stan jego akumulatora na górnym pasku zadań obok ikonki Bluetooth (działa tylko z iOS).

W sumie po paru dniach nic zbytnio nie razi w obu głośnikach – nie przerywają połączenia, w większości przypadków łączą się automatycznie z telefonem i są dość poręczne (a zwłaszcza Pill – zmieści się do kieszeni każdych luźniejszych spodni).

Jakość dźwięku

3

Parametr, którym w większości powinno się kierować przy wyborze domowych głośników sprawdza się też przy ich mobilnych wersjach. Co prawda żaden z tych dwóch nie gra, jak porządny, domowy zestaw 2.0, ale może być jego namiastką dla mniej wymagających osób.

Do odsłuchów wykorzystałem absolutnie zwyczajny zestaw – iPoda Touch 4G (mocny, basowy dźwięk), iPhone 5S (jaśniejszy, mało szczegółowy) i rzadko HiSound Audio Nova N1 (mało znany odtwarzacz o świetnym balansie tonalnym, ale za to bardzo cichy). Nie zagłębiałem się w żadne wzmacniacze. A zatem…

Od razu słychać wyższą skuteczność Pulse – w skali ajfonowej potrzebuje 1-2 kreski mniej, niż Pill, aby normalnie posłuchać sobie muzyki. I tutaj w zasadzie kończą się jego atuty, bo przechodzimy teraz do jakości dźwięku.

Co mnie zdziwiło, to mała ilość mid-basu i ogólnie niskich tonów w Pillu. Produkty Dr.Dre zazwyczaj aż skaczą od basu, a tutaj jest zupełnie inaczej. Na wyższych głośnościach i w warunkach podwórkowych właściwie znika. Pulse ma za to praktycznie sam mid-bas, ale jest on pusty i twardy. Przyzwyczajony do Bose SoundLinka mini, oczekiwałem dużo, dużo więcej. Beats ogólnie jest bardzo lekki i przejrzysty – ma się wrażenie, jakby głośniky były ustawione w stereo, a nie mono. Nagrania koncertowe brzmią naprawdę dobrze, a dynamice nie mam nic do zarzucenia. Przywyknąłbym do takiego sposobu prezentacji dźwięku, gdyby nie to, że sprawdza się on jedynie w lekkiej, jazzowej muzyce. W reszcie gatunków jest za lekki, brakuje wypełnienia i dociążenia, a wysokich tonów często jest za dużo. Pulse to zupełnie inny biegun. Gra głównie średnicą, wokal dominuje nad resztę tonów, przez co dźwięk wychodzi na zamulony i trochę ospały. Jest mniej męczący, ale patrząc prezez pryzmat wrażeń dźwiękowych, nie jest to wcale zaletą. Przy wyższych głośnościach jest strasznie pusty.

Ogólnie rzecz biorąc, Beats sprawdza się świetnie w Jazzie, Bluesie, muzyce śpiewanej przez Adele, ale wszystko, co zawiera perkusję i wymaga dużych ilości basów brzmi bardzo średnio. Pulse nie sprawdza się za to w praktycznie żadnej muzyce, słuchając odnosimy wrażenie, że mamy zatkane uszy, a jedyne albumy, w których dawał radę, to te rockowe, których osobiście wielkim fanem nie jestem.

6

Podsumowanie

Werdykt jest jasny i moja opinia w stosunku do nich również. Pill to mocny średniak, poręczny, dobrze zbudowany, fajnie zapakowany i nie sprawiający kłopotów, ale dźwiękowo jedynie, co w nim przyciąga uwagę, to przestrzenność. JBL to w sumie trochę cienias, bardzo interesujący zewnętrznie, ale cienias. Bez ingerencji w korektor dźwiękowy, słuchało mi się go bardzo słabo. Na rynku jest parę lepszych głośników od tej dwójki, ale jeżeli mam wybierać między powyższymi, to zdecydowanie wolę Beatsa.

ocenaraz

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

Uzależniony od kHz,
@iDafted
  • Sokół

    Mam przyjemność prezentować i sprzedawać oba głośniki i powiem szczerze, pill jest naprawdę kiepski i potwierdza to większość klientów, pulse bije go na głowę. A jeżeli ktoś szuka głośnika w tym segmencie to polecam JBL Charge 2 – kozak i do tego sporo tańszy.

    • Jakub Mocarski

      Naprawdę nie wiem, gdzie Pulse może być lepsze dźwiękowo od Pilla. Swego czasu miałem u siebie kilka głośników – Jabrę Solemate Mini, JBL Flip 2, Bose Soundlink Mini, Klipsch GiG, Soundlink III i parę znacznie większych. Pill jest zdecydowanie średniakiem, ale na tyle go oceniłem. Pasuje do lekkich gatunków, ale natomiast Pulse moim zdaniem wręcz tragicznie. Dużo tańszy Flip 2 jest od nich obu lepszy, ale z tej dwójki zdecydowanie wolę Pilla. Może mój Pulse jest uszkodzony? Sam nie wiem. Po korekcji dopiero brzmi fajnie.

      A tak ogólnie, to najbardziej przypadł mi do gustu Bose Soundlink Mini – uwielbiam go.