Krzysiek Borek04.07.2018
Choetech Wireless Charging Pad – test i recenzja

Po pierwszych testach ładowarki indukcyjnej w połączeniu z Sony Xperią XZ2 nie mam najlepszych wspomnień.

Przez to daleko mi do bycia zwolennikiem bezprzewodowego ładowania, ale nie powinienem oceniać większości produktów przez pryzmat jednego w dodatku mało udanego. Dlatego zdecydowałem się na kolejny test, tym razem testowałem ładowarkę indukcyjną firmy Choetech razem z nadajnikiem wczepianym do portu Lightning iPhone’a.

Zawartość opakowania

W tekturowym opakowaniu znajduje się oczywiście rzeczona ładowarka (5W, max 7,5W), kabel microUSB i nadajnik kompatybilny z większością iPhone’ów (starszych i nowszych).

Wygląd i jakość wykonania

Ładowarka jest okrągła i w większości została wykonana z tworzywa sztucznego. Jeden z pierścieni skrywa w sobie diodę sygnalizującą ładowanie baterii urządzenia. Nie zapomniano również o obowiązkowym porcie microUSB, który jest niezbędny do podłączenia zasilania. Łatwo go znaleźć, ponieważ obudowa ładowarki ma głębokie wyżłobienie i nie ma problemu z podłączeniem kabla.
Pomimo zastosowania tworzywa sztucznego mamy do czynienia z produktem wysokiej jakości. Wszystko jest należycie spasowane i nic nie trzeszczy podczas trzymania ładowarki w dłoni. Ponadto na spodzie umieszczono gumowy okrąg, który sprawia, że ładowarka Choetech leży w miejscu i nie przemieszcza się wg własnej woli z miejsca, w którym ją położyliśmy.
Poza tym na spodzie widnieje również specyfikacja produktu, nazwa modelu i informacje regulacyjne. Najciekawszym obiektem jest jednak pierścień, w którym znajduje się podświetlenie informujące użytkownika o rozpoczęciu ładowania baterii. Świeci się tylko na niebiesko, rano prawie go nie widać, ale wieczorem daje o sobie znać. Mnie nie przeszkadzał w zaśnięciu, ale podejrzewam, że znajdą się użytkownicy mający problemy z zaśnięciem.
Pierścień świeci tylko na niebiesko, nawet w momencie pełnego naładowania urządzenia, ale ma coś czego nie widziałem jeszcze w żadnej indukcyjnej ładowarce. Umieszczono w nim specjalne czujniki odpowiedzialne za rozpoznawanie oświetlenia, a to sprawia, że wieczorem pierścień przestaje świecić automatycznie i można bez problemów zasnąć.

Użytkowanie

Do testów z ładowarką wybrałem iPhone’a 6 Plus, 7 i ładowarkę z szybkim ładowaniem od Samsunga, która posłużyła za źródło zasilania indukcyjnej ładowarki, choć później używałem jej z portem USB (2.4A) wbudowanym w listwę antyprzepięciową firmy dodocool.
Zanim przystąpimy do ładowania, musimy podłączyć nadajnik do portu Lightning w używanym przez nas urządzeniu. Początkowo próbowałem naładować 6 Plusa z silikonowym etui Apple, ale nadajnik sobie z tym nie radził, ponieważ ładowanie w ogóle się nie rozpoczęło. W takiej sytuacji musiał go ładować bez nałożonego etui. Wtedy ładowanie rozpoczynało się zaraz po położeniu iPhone’a 6 Plus na ładowarce indukcyjnej.
W przypadku używania tradycyjnych metod ładowania (ładowarka 2,4A lub portu USB 2.4A) naładowanie baterii iPhone’a 6 Plus od 15% do pełna zajmuje niecałe dwie godziny. Ładowarka indukcyjna wydłużyła czas ładowania (w takim samym scenariuszu – od 15%) do trzech godzin, co jest do przyjęcia, jeżeli nie potrzebujemy doładowywać urządzenia. W momencie, gdy za 20-40 minut chcemy wyjść nie naładujemy baterii do zadowalającego nas poziomu.
Czas to jednak najmniejszy problem, ponieważ iPhone 6 Plus nie jest moim głównym smartfonem, ale większym problemem jest generowane ciepło. Ładowane urządzenie bardzo szybko się nagrzewa i to przeszkodziło mi nawet w jednorazowym naładowaniu iPhone’a 7. Niby mam gwarancję, ale obawiałem się o uszkodzenie jego baterii i nie tylko. W takiej sytuacji ładowałem wyłącznie model 6 Plus.

Podsumowanie

Podejrzewam, że można znaleźć tańsze ładowarki indukcyjne, ale żadna z nich nie ma wbudowanego czujnika oświetlenia otoczenia, w którym się znajduje. To świetne rozwiązanie i chciałbym, żeby znalazło się w większej ilości ładowarek indukcyjnych, bo rzeczywiście jest pożyteczne i pomaga w zaśnięciu, o ile komuś przeszkadza pierścień świetlny.
Czas ładowania jest do przyjęcia, bo zdążyłem się z nim zaprzyjaźnić przynajmniej w przypadku jednego z iPhone’ów. Jednak biorąc pod uwagę szybkie (kablowe) ładowanie to czas ładowania indukcyjnego okazuje się tragicznym, a dodając do tego nagrzewanie urządzenia, miałbym problemy z całkowitym przejściem na bezprzewodowe ładowanie. W przypadku tradycyjnego sprzęt też się nagrzewa, ale nie do tak wysokich temperatur, choć z drugiej strony może to mieć również związek z używaniem nadajnika w urządzeniu, które fabrycznie nie wspiera indukcyjnego ładowania.
Niemniej jednak jestem zadowolony z produktu Choetech, ponieważ w moim odczuciu okazał się lepszy od pierwszej ładowarki indukcyjnej Blitzwolf.
Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek