Krzysiek Borek14.07.2017
Danger Zone – recenzja

Danger Zone z pewnością nie należy do subtelnych produkcji i bardzo dobrze, ponieważ Three Fields Entertainment przygotowało dość specyficzną produkcję.

Naszym zadaniem jest zniszczyć jak najwięcej aut podczas symulacji, to właśnie Crash Mode pochodzący od resztek Criterion, więc teoretycznie gra powinna dawać radę.

Widać, że autorzy inspirowali się podobnym trybem z Burnout 3: Takedown, aż do Crashbreaker, choć zmienili nazwę na Smashbreaker. Ujrzycie to w lewym dolnym rogu i być może większość z was go zna, ale znajdą się gracze, którzy go nie kojarzą i dla nich okaże się czarną magią.

Nasze zadanie jest proste, dostajemy samochód i musimy nim wjechać w inne, aby je zniszczyć przy okazji uderzając o kolejne. Po paru chwilach napełni nam się wskaźnik wybuchu, który możemy użyć raz (do momentu ponownego napełnienia). Właśnie wtedy łatwiej zdobyć punkty i żetony, które będą nam później potrzebne.

Żetony mogą zwiększyć ilość punktów za ukończone zadanie, ale mogą również pomóc podczas rozgrywki (dodatkowe wybuchy). Gracz od autorów otrzymuje tylko 20 poziomów do ukończenia, rozpoczynając na dziecinnie prostych, a kończąc na rozbudowanych lokacjach. Jedna z lokacji wymaga od nas, abyśmy jechali pod prąd, jadąc z góry.

Rozgrywka jest stabilna i powinna was wciągnąć, choć ja miałem z tym problemy, ponieważ niektóre poziomy grałem na siłę, aby je ukończyć. Nie zależy mi na pierwszych miejscach w rankingach i gram tylko od czasu do czasu. Najgorsze jest to, że rozgrywka za każdym razem wygląda tak samo i autorzy mogliby ją urozmaicić.

Niektórym Danger Zone może przypaść do gustu pod warunkiem, że nie będziecie grali cały czas. Gra nie jest oszałamiająca, a zanim przystąpiłem do własnej recenzji, przeczytałem inne (mało pochlebne) i ciężko nie dojść do wniosku, że grze brakuje wiele do legendy, jaką jest Burnout 3: Takedown i jego tryb rozwałki na drodze.

Jest mi z tego powodu niezwykle smutno, ponieważ większość dawnego Criterion jest w rękach EA, a niedobitki próbują swoich sił w podobnych grach. Niestety z mizernym skutkiem, pomimo że spodziewałem się zdecydowanie więcej po Danger Zone.

Widać to dobitnie podczas grania, ponieważ brakuje dźwięku i jeździmy jednym, wybranym wcześniej autem. Wszystko jest sprowadzone do symulacji, co świetnie ukazuje zmiana trasy (automatyczna) i wybuchy, które podobno są wykonane w Unreal Engine 4, ale ciężko to zauważyć.

Podsumowanie

Danger Zone to prosta do bólu produkcja i czasem dawała mi frajdę, ponieważ dawno nie grałem w podobną grę i od czasu przejścia Burnout Paradise czekam na kolejną część, choć pewnie się nie doczekam. Łatwo dostrzec, że Three Field Entertainment nie przyłożyło się do warstwy wizualnej, a skupiło się wyłącznie na rozgrywce, czego dowodem może być uzależniający Smashbreaker.

Jednak oprócz niego Danger Zone nie ma nic więcej do zaoferowania, a myślałem, że chociaż częściowo zastąpi Burnout.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek
  • Marek Zakrzewski

    Na jaką to jest platformę ? Może link ?

    • krzysiekb92

      Grałem na PlayStation 4.