Krzysiek Borek23.03.2017
FlatOut 4 Total Insanity – recenzja

Pierwszy i ostatni raz w gry z serii Flatout grałem, chodząc do podstawówki i niespecjalnie przykuwałem uwagę do tego, czy gra ma błędy, czy jest ich jednak pozbawiona. Wtedy liczyła się tylko dobra zabawa i radość. Nowa odsłona serii nie dostarczyła mi tego drugiego, a szkoda.

Po otrzymaniu kodu od wydawcy (dzięki Techland!) od razu wziąłem się za pobieranie gry i wtedy mogłem sprawdzić jeden z dostępnych trybów rozgrywki. Początkowo nie wiedziałem o, co chodzi, ale formuła była prosta. Rozpędzamy auto, a potem katapultujemy kierowcę, aby zdobyć, jak najwięcej punktów. Nie bawiłem się przy tym zbyt dobrze, ale gra parę chwil później została pobrana w całości.

Wystrzeliwanie kierowcy z auta pozwala niszczyć drewniane zamki, celować do dołka golfowego lub sprawić, że kierowca przeleci przez parę palących się kół. Za każdą z wymienionych akcji otrzymujemy punkty. Na ten tryb poświęciłem 20 minut, ponieważ po wspomnianym czasie gra była dostępna w całości.

Grę zacząłem od kariery i od samego początku trzeba przygotować się na okupowanie ostatnich pozycji w stawce, grając VW Beetle (Garbusem). Zapomnijcie o specjalnie przygotowanych trasach ze względu na typ nawierzchni, jeździmy w wielu różnych warunkach i trzeba mieć to na uwadze. Większość lokacji to lasy i miasta, a praktyczna każda część tras jest interaktywna, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby je niszczyć podczas wyścigów. Po zniszczeniu wszystkiego trasy stają się nijakie, a jedyne co na nich widać, to zniszczone domy, płoty i wiele innych.

Trasy są ciężkie do opanowania (początkowo), ponieważ mają wiele rozwidleń i trzeba na nie uważać, niby mamy pokazane strzałki gdzie się kierować, ale one bywają zdradzieckie (od czasu do czasu). Ponadto znaki ze strzałkami mogą zostać zniszczone, a wtedy jesteśmy zdani wyłącznie na siebie.

Główną osią gier z serii FlatOut jest fizyka, ale w Total Insanity wydaje się, że nie istnieje. Ostatecznie sprawia, że jazda autem nie należy do najprzyjemniejszych atrakcji i nie spodziewałem się tego po twórcach WRC. W Total Insanity skręca się ciężko, skrócenie zakrętu również nie jest najlepszym rozwiązaniem, a wchodzenie w zakręty za pomocą hamulca ręcznego kończy się bączkiem. Jednak najgorsze są niewidzialne przeszkody na trasie sprawiające, że lekkie wzniesienie może pokrzyżować nam plany (zwycięstwo) w wyścigu. To najbardziej mnie denerwowało podczas grania i wiele razy nie ukończyłem wyścigu, wyłączając grę.

Chciałbym wam powiedzieć, że gra wygląda imponująco, ale wprowadziłbym was w błąd. Mam wrażenie, że gra powstawała z myślą o poprzedniej generacji, a nie obecnej. Właśnie dlatego są problemy z fizyką, scenerią i wyglądem pojazdów. Najlepiej obrazuje to zniszczony samochód, który przypomina plastelinę po paru poważniejszych przetarciach z przeciwnikami.

Macie dosyć tych samych wyścigów? Sprawdźcie tryb FlatOut, znajdują się w nim wyzwania, za które zdobywamy medale (brązowy, srebrny, złoty) w zależności od ustalonego przez nas wyniku. To zdecydowanie lepsza zabawa, niż granie w ciągle te same wyścigi, jest tylko jeden problem, bo wyzwań jest ponad 40 i po ich przejściu nie odblokowujemy kolejnych.

Jednym z lepszych trybów gry jest bez wątpienia Rozwałka, gdzie gracz walczy z 11 przeciwnikami (musimy zniszczyć samochody konkurencji), ale to nie najważniejszy tryb w grze i nie został wykonany prawidłowo. Nie potrzeba wysokich umiejętności i taktyki, aby to przejść, poza tym trzeba uważać, żeby przeciwnicy nie załatwili nas wcześniej. Od czasu do czasu to dobra zabawa, ale trzeba pamiętać o pasku z życiem, czasem zostaje go mało i nawet lekkie uderzenie wykluczy nas z rozgrywki.

Podsumowanie

Teoretycznie kolejna część cyklu powinna być oczywistą ewolucją w porównaniu do poprzedniej części, ale tak się nie stało. Zwykłe wyścigi i zmagania na arenie to nie wszystko, głupsze są tylko wyścigi, w których mamy dostęp do broni takich, jak C4 lub wybuchy obszarowe niszczące auta wokół nas.

Nostalgia to nie wszystko, a właśnie w ten aspekt celowało Kylotonn i Big Ben, ale im nie wyszło. Poprzednie części też miały swoje grzechy, a najgorsza była 3 ze strasznym sterowaniem, lokacjami, fizyką i wyglądem zniszczeń. To wszystko widać również w najnowszej odsłonie.

Chcecie odpocząć od bardziej wymagających gier? Powinniście sięgnąć po FlatOut 4 pod warunkiem, że nie zaczniecie się denerwować, jak ja.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die

@krzysiek_borek