Krzysiek Borek06.02.2017
Ghost Recon Wildlands (Closed Beta) – wrażenia z rozgrywki

Chcecie zostać żołnierzem sił specjalnych? Pamiętajcie, że nie przestaniecie istnieć, a wasze dane zostaną owiane tajemnicą. Jedynie rząd waszego kraju będzie o was pamiętał, nawet znajomi z jednostki nie będą mieli pojęcia czym się zajmujecie w porównaniu do ich obowiązków.

Jednak zaletą takiej sytuacji są operacje w najdalszych zakątkach świata i eliminacja groźnych dla całego świata lub części regionu celów.

Tym razem Ghost Recon chce przypominać Metal Gear Solid, ponieważ kluczem do przetrwania są zadania wykonywane po cichu. Świat gry jest ogromny i bazuje na Boliwii, która jest pełna wiosek, zwierząt, a niektóre części małego skrawku mapy wyglądają oszałamiająco. Właśnie dlatego więcej czasu poświęciłem zamkniętej becie Ghost Recon Wildlands, zamiast wcześniej grać w For Honor, którego sterowanie totalnie mnie odrzuciło oo pomysłu zakupu tej gry.

Uwielbiam grać po cichu, wszystko przez przywiązanie do serii Metal Gear Solid, którą znam od początku do końca. Zanim zaczęliśmy podejście do misji ze znajomymi, robiliśmy rekonesans przy pomocy dronów, dopiero po oznaczeniu wszystkich przeciwników przechodziliśmy od ich eliminacji i infiltracji danej lokacji. Problem zaczyna się po zauważeniu gracza przez SI, ponieważ oddalając się od celu nie wiemy, czy przeciwnicy zaczynają nas szukać lub nas zauważyli, a to powinno znaleźć się w grze. Szczególnie podczas walki z Unidad (jednostką specjalną Boliwijskiego wojska-przynajmniej w grze). W momencie, gdy przeciwnicy nas zauważyli nie mieliśmy zbyt dużego pola manewru i musieliśmy stoczyć z nimi walkę.

Strzelanie z broni jest realistyczne, choć przekonałem się o tym dopiero wczoraj, po strzelaniu z karabinu snajperskiego. Zawsze trzeba brać poprawkę na wysokość przeciwnika, inaczej nie zabijemy jednego z przeciwników i misję (teoretycznie) szlag trafi i znowu będziemy zmuszeni do walki z przeważającymi siłami wroga.

Bardzo spodobał mi się system tworzenia postaci, ponieważ zawsze będzie unikalna i odmienna w porównaniu do postaci stworzonej przez znajomych. Możemy zmienić prawie wszystko na co pozwala gra. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wybrać typ zarostu, fryzurę, dodać blizny lub rany i wiele innych. Jednak prawdziwa gratka zaczyna się w momencie wyboru strojów i modyfikacji broni. Widać, że autorzy się do tego przyłożyli i możemy wszystko zrobić samemu lub wybrać gotowe stroje, ewentualnie wygenerować je losowo.

Niestety na samym początku widać, że to wersja testowa, ponieważ postać, którą miałem przesłuchać w pierwszym zadaniu pojawiła się dopiero przy 7 podejściu do misji. Próbowałem ją przechodzić samemu i z losowo dobranymi graczami, ale to nic nie dawało. Jednak prawdziwe problemy zaczęły pojawiać się od piątkowego wieczoru aż do niedzieli.

Pierwszym było losowe rozłączenie z grupy, musiałem wyłączyć grę i uruchomić ją ponownie, żeby dołączyć do znajomego, ale prawdziwa seria błędów znalazła kulminację w sobotę. Graliśmy we czterech, a postać znajomego była widoczna 3 km od zadania, choć kolega wykonywał misję równo z nami. Często śmigło i wirnik helikoptera się nie kręciły, ale i tak nim lecieliśmy. Ponadto w jednej z misji polegającej na zabraniu śmigłowca okazało się, że uciekł, ponieważ przeciwnicy nas zauważyli i odlecieli. Pojawił się komunikat o niepowodzeniu misji, a potem jakiś helikopter wybuchł mi nad głową. Jeżeli jechałem na innym motocyklu niż cross, to bohater siedział w powietrzu, a nie na siedzeniu motocyklu. Więcej błędów nam się nie przytrafiło, tym bardziej że się z nich śmialiśmy, a nie denerwowaliśmy.

Zbieranie broni o części do ich modyfikacji odbywa się w momencie, gdy znajdziemy rozrzucone na mapie pudła. Podchodzimy do nich, naciskamy kwadrat i mamy dostęp do nowej modyfikacji lub broni znalezionej w danym regionie lokacji.

Kwintesencją GRW są zadania wykonywane nocą, właśnie wtedy najlepiej sprawdza się skradanie i dodane przez twórców czołganie (można też strzelać na leżąco). Każdy z drużyny użył drona do oznaczenia przeciwników, dwóch znajomych miało karabiny snajperskie i ustawiło się na górze, a ja z kolejnym znajomym działałem na dole. Snajperzy zdejmowali najdalej położonych od nas przeciwników, choć jednego z nas zauważono, a wtedy przyjechały posiłki. Niektórych wyeliminowali snajperzy, a ja z kolegą musiałem ratować się ucieczką (samochodem). Na szczęście podczas jazdy można strzelać pod warunkiem, że jeden z graczy kieruje, a drugi siedzi na miejscu pasażera. Zabiłem prawie wszystkich, którzy nas gonili, ale kolega ostatecznie rozbił samochód o drzewo. Zanim to się stało zdałem sobie sprawę, że strzelanie z jadącego samochodu przypadło mi do gustu, ponieważ jest świetnie rozwiązane.

Do walki trzeba podejść z pomysłem, ponieważ przeciwnicy nie są głupi i nie muszą przyjąć tyle samo strzałów, co w The Division. Szkoda, że w becie nie ma zbyt wielu możliwości walki wręcz, ponieważ można tylko ogłuszyć przeciwnika lub zrobić z niego żywą tarczę. Najbardziej kuleje chowanie się za osłonami, działa z automatu i wolałbym, żeby przeniesiono je z Division, tam wszystko działa, jak trzeba i przejście od osłony do osłony jest płynne. Dziwię się, że nie dodano tego od razu, ponieważ trzeba blisko podejść do danego elementu lokacji, żeby stał się naszą osłoną podczas wymiany ognia. Mam nadzieję, że w momencie premiery gry ulegnie to zmianie.

W zamkniętą betę grałem od piątku do niedzieli i bawiłem się świetnie, szczególnie ze znajomymi. Samemu zazwyczaj nie gram w gry nastawione na kooperację. Zdaje sobie sprawę, że gra pojawi się za miesiąc, ale jest jeszcze sporo do poprawy. Oby tylko gra nie była kalką The Division, ponieważ na początku gra była totalnie nie grywalna, a po wydaniu wielu łatek sytuacja się poprawiła.

Obecnie zastanawiam się nad zakupem, ale na pewno nie w dniu premiery, poczekam na pierwsze recenzje lub opinie znajomych (bardziej je cenię od recenzji) i wtedy podejmę decyzję.

(Ubisoft wielkie dzięki za dostęp do zamkniętej bety!)

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek
  • HaMMeRiToS

    Gram od początku w Tom Clancy Division, czasami przeklinając i wkurzając się na niedociągnięcia i bugi, ale gram.
    Mam sporą liczbę znajomych (ok 20 osób) z którymi wspólnie męczymy ten temat praktycznie od ukazania się tytułu.
    Wszyscy czekali na Wildlands z nadzieją, że po Divisoin, Ubi stworzy coś równie wciągającego, ucząc się na złych doświadczeniach z poprzednimi tytułami.
    A tu zarzucili klona Just Casue połączonego z elementami GTA V ,Watch Dogs i wszystko upchane na mapie Far Cry Kyrat.

    W kręgu moich znajomych gra została odebrana negatywnie.

    • krzysiekb92

      PvP będzie dodany zaraz po premierze gry. To była beta, poczekajmy na ostateczną wersję i wtedy będziemy oceniać ;) Moim znajomym przypadła do gustu, dla mnie może być nawet lepsza od Division, w które ostatnio gram na siłę po wbiciu platynki.

      Tu przeciwnik padnie po jednym strzale w klatkę piersiową i w głowę, a w Division trzeba wbić w przeciwnika cały magazynek.

      • HaMMeRiToS

        Obyś miał rację , jeśli dodadzą pvp to kupię na PS, póki co moje dzieciaki kupiły po becie preordera na Xone .
        A w Division czekam na update, a od pół roku latam tylko w teamie po DZ testując technika i firecresta , nic innego mnie w tej grze nie trzyma.

        • krzysiekb92

          W niedzielę podali info na oficjalnym koncie (Twitter). W Division grasz na PS4? Może razem kiedyś zagramy?

          Mnie przy Division trzyma tylko gra ze znajomymi. Inaczej gram na siłę i nie sprawia mi to frajdy. Ostatnio też latam po SM tylko właśnie.

          • HaMMeRiToS

            Tak na PS4 , poślij zapro. login taki sam jak w tutaj.