Krzysiek Borek06.11.2017
Gran Turismo Sport – recenzja

Przygodę z serią Gran Turismo zacząłem od drugiej części na PlayStation. Później grałem w niemal każdą odsłonę na PlayStation 2, pominąłem wersje dla konsoli poprzedniej generacji Sony i tak spotkałem się z Gran Turismo Sport. Wobec tej części miałem obawy.

Zachowanie aut jest świetne, choć tym razem tytuł Polyphony Digital skupia się na innych aspektach rozgrywki. Do tej pory brakowało dawki adrenaliny, którą bez wątpienia zapewniają rozgrywki sieciowe. Nie musicie grać z innymi graczami, wyścigi ze sztuczną inteligencją nadal są obecne. Tym razem jest ona agresywniejsza i nie jeździ po sznurku,co w poprzednich częściach było na porządku dziennym.

Mam wrażenie, że Gran Turismo Sport powstawało z myślą o PlayStation 4 Pro, ponieważ nie wygląda najlepiej na podstawowej wersji konsoli Japońskiego koncernu. Powtórki z wyścigu wyglądają świetnie, gorzej jest podczas rozgrywki. Problem w tym, że modele aut i oświetlenie są dopracowane, a reszta oprawy wizualnej nie wygląda dobrze. Jestem zwolennikiem rozgrywki, a nie oprawy wizualnej, ale czasem dobrze, żeby grała wyglądała bardzo dobrze. Szczególnie, gdy zamierzamy poświęcić na nią większość wolnego czasu.

Każdy z dostępnych samochodów zachowuje się inaczej, porównywalnie do prawdziwego auta. Liczba dostępnych aut nie przytłacza, jak w poprzednich odsłonach, ale przy odpowiedniej ilości gotówki, pozwolicie sobie na zakup każdego samochodu. W przypadku odczuć z jazdy GT Sport wspięło się na wyżyny w porównaniu do poprzednich części.

Moje obawy były związane z nikłą zawartością i tak niestety jest. Być może dlatego Polyphony nie zdecydowało się na dodanie cyfry do nazwy gry. Przy takim scenariuszu jestem w stanie zrozumieć ilość aut, tras i aktywności w trybie dla jednego gracza. Każdy z trybów nadaje się do długich posiedzeń. W szczególności, gdy chcecie mieć wszędzie złote medale i lepsze czasy od znajomych, grających w GT Sport.

Kampania jest rozłożona na cztery części – naukę jazdy, wyzwania, wyścigi i etykietę wyścigową. To zdecydowanie mniej nawet w porównaniu do Gran Turismo 4, które po paru miesiącach udało mi się ukończyć w 100%. Na szczęście każdy z wymienionych przeze mnie trybów jest dopieszczony i wystarcza na parę godzin rozgrywki, przed wejściem w tryb dla wielu graczy.

Do dyspozycji otrzymujemy maratony, standardowe i szybkie wyścigi, a także wyzwania techniczne. Niektóre z nich wymagają od nas pilnowania stanu benzyny i kondycji auta podczas wyścigu. Jeżeli jesteście miłośnikami symulacji, z pewnością wyłapiecie wszystkie smaczki i szczegóły.

Problem tym, że po przejściu lichej zawartości dla jednego gracza zaczynają się schody. Dla mnie żywotność gry spada, a wtedy łatwo dostrzec, że ważniejszy dla Japońskiego studia był tryb dla wielu graczy. Niby mamy dwa puchary, ale co z tego, przejdziemy je i na tym kończy się zabawa ze sztuczną inteligencją.

Rozegrałem wiele wyścigów sieciowych, ale kary w niektórych przypadkach były dziwne, Walczyłem o pierwsze miejsce bardzo słabym autem, gracz uderzył mnie w tył, dostałem karę spowolnienia. Wyścig zakończyłem na szóstym, a nie pierwszym miejscu.

Z jednej strony Gran Turismo Sport pokazuje przywiązanie do realizmu ze strony studia, a z drugiej nie wiem, dlaczego gra została wydana rok później. W końcu miała zadebiutować razem z PlayStation 4 Pro. Rok to sporo czasu na dodanie nowej zawartości, która spokojnie mogła pojawić się w grze.

Podejrzewam, że fani serii i osoby uwielbiające symulacje z pewnością sięgną po Gran Turismo Sport. Inni pewnie zdecydują się na Project CARS 2 lub Forza Motorsport 7. Sam z chęcią sprawdziłbym właśnie Project CARS 2.

Podsumowanie

Gran Turismo Sport bez wątpienia zasługuje na miano kolejnej części (choć jest bez cyfry), ale brak solidnej porcji zawartości dla jednego gracza i niezbyt udana warstwa wizualna sprawia, że mogą po nią sięgnąć mniej zaznajomione w temacie osoby. Gdyby gra na start kosztowała 150 zł, a nie 250 mógłbym ją polecić z ręką na sercu. Musicie się również liczyć z tym, że do GT Sport powinniście podejść z kierownicą, a to kolejny wydatek, jeżeli jeszcze jej nie macie.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die

@krzysiek_borek