Krzysiek Borek21.11.2017
Horizon Zero Dawn The Frozen Wilds – recenzja

Horizon Zero Dawn otrzymało nagrodę gry roku na PlayStation 4, ten tytuł należał się produkcji Guerilla Games.

Podstawowa wersja gry bardzo mi się spodobała, a niedawno dzięki uprzejmości Polskiego oddziału PlayStation mogłem zagrać w pierwszy i ostatni dodatek – The Frozen Wilds.

W DLC otrzymujemy to z czego znana jest podstawowa wersja, dodatkiem będą nowe bronie, pancerze i potężniejsze wersje broni, które są już dostępne. Nie można również zapomnieć o nowych przeciwnikach i lokacji.

Akcja z dodatku dzieję się w tym samym czasie, co podstawowy wątek fabularny, więc w każdej chwili możemy rozpocząć przygodę w nowej lokacji. Jednak warto mieć przynajmniej 30 poziom, zanim wejdziemy na nowe podwórko. Podczas wędrówki do nowego miejsca możemy spodziewać się kolejnego kontaktu z Syllensem, nakazującym nam skupić się na naszym głównym zadaniu.

Tym razem naszym zadaniem będzie pomoc Baukom w rozwikłaniu zagadki aktywnego wulkanu i nowej maszyny – Demona, sprawiającego, że maszyny są agresywniejsze niż kiedykolwiek. Podstawowy wątek fabularny przeszedłem dawno temu, zdobyłem najlepszy pancerz z gry i zebrałem sporą ilość growej waluty. Niestety ta ostatnia nie przyda się podczas przygód w nowym miejscu, ponieważ Banukowie wymagają innej waluty do płacenia za bronie, pancerze i wiele innych przedmiotów.

Nowi bohaterowie poboczni w The Frozen Wilds kipią świetnym humorem, a to sprawia, że przechodzenie zadań pobocznych jest miłą odskocznią od poważnych tematów głównej osi fabularnej dodatku do Horizon Zero Dawn.

Czym byłby dodatek bez nowych “zabawek”, nowe łuki są zdecydowanie potężniejsze od obecnie dostępnych, więc warto się w nie wyposażyć. Najlepiej najszybciej, jak się tylko da. Nowe bronie pomogą nam w szybszym pokonywaniu nowych maszyn, które w niektórych przypadkach mogą sprawiać problemy podczas walki.

Nowe włócznie wprowadzają różnorodność do systemu walki, a ponadto możemy ulepszać własną. W praktyce oznacza to, że Guerilla Games postawiło na walkę w zwarciu, co w przypadku podstawowej wersji Horizon Zero Dawn równało się z szybką śmiercią i rozpoczynaniniem rozgrywki od nowa.

Drzewko umiejętności Podróżnika nie ma interesujących umiejętności. Dzięki nim możemy zwiększyć swoją ładowność lub naprawiać maszyny, na których podróżujemy. Jednak najlepszą  jest pozbywanie się przedmiotów i otrzymywanie w zamian za nie waluty.

Walka z nowymi maszynami może być trudna (momentami), jedna z nich przypomina wilka władającego ogniem, a druga niedźwiedzia używającego lodu. Poza tym pojawiają się również wieże sterownicze, które musimy zdominować lub zniszczyć. Dopiero po jednej z operacji będziemy mogli dominować nowe maszyny lub je naprawiać. Dodanie wież i możliwości naprawiania maszyn sprawia, że do rozgrywki można podejść inaczej niż dotychczas.

Podsumowanie

The Frozen Wilds jest naturalnym rozszerzeniem Horizon Zero Dawn, a nowa lokacja i bronie sprawiają, że gracz od razu chce zapoznać się z nowościami, jakie dało Guerilla Games.

Zmiany nie są diametralne, ale zrozumiałe i każdy kto polubił HZD z pewnością będzie chciał spróbować swoich sił w walce z Ogniarzami, Lodowymi i Ognistymi Pazurami. Na szczęście to nie wszystko i można wsiąknąć na wiele godzin, zanim ukończymy dodatkowe i główne zadania z dodatku. Teraz pozostaje nam czekać na kontynuację.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die

@krzysiek_borek