A.14.12.2013
Instagram Hipokrytów

Z Instagrama przestałem korzystać w czerwcu 2013 roku, tuż po zaprezentowaniu możliwości nagrywania krótkich klipów wideo. Kiedyś służył mi za miejsce, w którym mogłem dzielić się kreatywnymi zdjęciami robionymi prosto z iPhone (bo przecież nie zawsze miałem przy sobie lustrzankę) z inspirującymi mnie osobami.

Instagram na iPhone w 2011 roku wykreował nowy gatunek fotografii – iPhoneography. Śledziłem wspaniałych, światowych fotografów dzięki którym mogłem zwiedzać ulice Nowego Jorku, czy eksplorować zapierające dech w piersiach krajobrazy z innej perspektywy. Bardziej ludzkiej, prostszej i pozbawionej wielogodzinnej obróbki w Photoshopie. Te fotografie miały dusze. Bo nie liczyła się jakość i rozdzielczość fotografii, a emocje i kadr. Czyli coś, o czym teraz tak wiele osób zapomina.

Instaram na Androida

Aż 3 kwietnia 2012 roku Instagram pojawił się na Androida i wszystko zaczęło się pieprzyć. Teraz każdy mógł zrobić zdjęcie i wrzucić na świeżutki serwis społecznościowy. Tyle, że nie każdy miał tyle rozumu, by wyjść z domu i zapolować na TEN odpowiedni moment lub miejsce i dopiero wtedy sięgnąć po telefon i zrobić wartościową fotografię. Bo przecież łatwiej stanąć przed lustrem i zrobić #selfie lub uwiecznić niesamowicie ważny, właśnie spożywany posiłek. I takim sposobem Instagram zaspamowany został idiotofotami na poziomie gimbazy.

„Zrobię zdjęcie zanim zjem”

Kiedyś obowiązkowym rytuałem przed posiłkiem była rodzinna modlitwa (ironia, jakby ktoś nie wyczuł), natomiast teraz nie zrobienie fotki „cudownego” ciastka i „wyśmienitej” kawy w Starbucksie ociera się profanację i skazanie przez „przyjaciół” na bycie – nie fajnym.

A nie daj boże, gdy fotka nie wyjdzie! Co teraz?! Trzeba zrobić następną, kolejną, piątą… potem przeklikać każdy filtr po kolei, obowiązkowo wybrać udostępnianie na Twitterze i Facebooku (bo to przecież takie ważne) i w końcu jesteśmy gotowi na skonsumowanie zimnego obiadu. Piękny zwyczaj, czyż nie?

Wideo na Instagramie

20 czerwca 2013 roku Instagram, już wykupiony przez Facebooka zaprezentował możliwość nagrywania krótkich klipów wideo, wzorem z Vine. Reklama nowej funkcji była świetna, artystyczna, kreatywna, ale co z tego jak ludzie i tak kontynuowali swój twórczy projekt o nazwie „Patrz co jem suko!”.

Ekshibicjonizm genetyczny

Każdy człowiek na świecie chciałby być uwielbiany przez miliony fanów (jeżeli się z tym nie zgadasz, to widocznie nie znasz samego siebie), a współczesne społeczności za pomocą globalizacji niesamowicie to ułatwiają. Jeden klik i już tworzę vloga na YouTube za pomocą wbudowanej kamerki w laptopa ufundowanego przez rodziców, którego oglądają ludzie którzy… też chcą mieć vloga. Udostępniam zdjęcie żarcia, bo chcę mieć tysiąc lajków i lajkuję innym bo może wejdą do mnie i również mi polajkują. I tak w kółko. Perpetuum mobile napędzane własnym, nieograniczonym ego.

Instagram Hipokrytów

Kilka dni temu przeczytałem tweeta, który zainspirował mnie do napisania tego felietonu i stał się jednocześnie potwierdzeniem mojej teorii odnośnie Instagrama.

Oczywiście zacytowanie tego tweeta nie ma na celu obrażenie Magdy, jako osoby, ale na wytknięcie hipokrytyzmu. Narzekam na płytkość fotografii, więc zrobię inteligentne zdjęcie, które oczywiście nie zbierze tyle lajków, więc pocieszę się słitfocią spamując tym samym serwis. Koło się zatacza, pamiętacie?

Zdjęcie cycków sprzeda się bardziej, niż ładny krajobraz z cudownym kadrem. Czemu tak się dzieje? Bo większość społeczeństwa nie jest artystami. SZOK! Cycki = super, pomacałbym. Krajobraz = nuuudaaa, jakiś las i głupia mgła. Dlatego to muzyka pop jest popularna i Miley Cyrus odnosi sukces, pomimo tego że wszyscy zastrzegają się, że jej nie słuchają – a sprzedaż płyt mówi swoje.

Każdy jest hipokrytą

Każdy ma w sobie małego hipokrytę, który mówi ludziom co innego, a robi to samo. Tak być nie powinno. Mnie się nie podobał Instagram – usunąłem. Gardzę Facebookiem za spam, to nie gadam w około jaki to on jest beznadziejny, a i tak spamuję śmieszną fotką z demotywatorów… Po prostu go usunąłem. YouTube zmieniał bez przerwy design na coraz to gorszy i z większą ilością reklam – też go usunąłem. Tak trudno zrobić to co się chce, bez patrzenia na opinię publiczną? Po wciąż żyjącym Facebooku widać, że tak.

Dlatego jeżeli są sprawy, których nie akceptujesz, to zamiast tylko gadać – zacznij działać! Bo nie ma nic gorszego jak bierny człowiek, który bezmyślnie pójdzie za resztą tłumu w konformistyczną przepaść pozbawioną własnej osobowości.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

@
  • Kmil

    Z jednej strony ma to sens, ale z drugiej to Twoje usuwanie profili, bo są rzeczy które Ci tak przeszkadzają. Mam konta na Instagramie od dawna i jakoś nie przyszło mi przez myśl, by usuwać konto, bo pojawiła się wersja dla Androida czy możliwość kręcenia krótkich filmików. Nie muszę mieć do czynienia z gimbazą (stan umysłu), wystarczy obserwować z głową i używać normalnych hashtagów, a każdy ma wolną wolę, jeżeli chce dawać zdjęcie posiłków to jego sprawa, ja nie mam zamiaru mu w tym przeszkadzać, ani tym bardziej usuwać przez to konta.
    Ciekawe, ze jeszcze jesteś na Twitterze, w końcu tyle tam tego… ;/

    BTW, dzięki za link do othellonine, świetne zdjęcia.

    • Na Twitterze znalezienie kreatywnych osób jest znacznie prostsze ;) Zresztą znudziło mnie już robienie ze zwykłych zdjęć, tych „artystycznych” za dodaniem jednego, głupiego filtra.

  • Endzio

    Największy fail to Insta na Anroida. Stado gimbusów się zleciało i zaczęło sobie robić zdjęcie marnej jakości. Przecież 99.9 % uczniów ma telefon z Androidem, więc wiadomo jak to będzie wyglądało. Wejdź np na profil jakiegoś YouTubera np. skkf i zobacz w komentarzach profil przeciętnego gimbusa. Żałosne…

  • Instagram, Facebook, Twitter, Google+, Vine – pozwól, że zapytam jaka między nimi jest różnica?

    Wszystkie to sieci społecznościowe o większym lub mniejszym zasięgu. Problemem nie jest to jakiego softu się używa, czy jaki telefon ma się
    w kieszeni, czy nawet jakiego koloru masz t-shirta. Nie. Problem to tylko i
    wyłącznie zasięg. Czym większy tym więcej przewija się gówna w głównym
    strumieniu. Duża rzeka przepływająca przez setki miast zawsze będzie bardziej
    zanieczyszczona niż górski strumyk, do którego sikają jedynie sarny w lesie. Przyroda.

    W jednym z komentarzy chwalisz Twittera. Jego „wyjątkowość” polega na mechanizmach filtrowania informacji, które do Ciebie docierają. Z reguły obserwujesz tylko wybrane osoby lub te, które przefiltrowali już Twoi znajomi. Dlatego łatwiej znaleźć kreatywnych. Jest tam tyle samo kretynizmów co w innych społecznościówkach.

    Wracają do Instagrama. Słaba jakość z tanich Androidów? Ok,
    może i tak, jednak pamiętasz co wychodziło z 3G lub 3GS. Sam wiesz, że o
    wartości zdjęcia nie świadczy jakość tylko przekaz, treść, klimat. Spłycenie
    problemu do kwestii Androida jest krzywdzące. Sam jestem zdeklarowanym
    „macuserem” od wielu lat, niektórzy znajomi powiedzą, że jestem fanbojem Apple.
    Ok. Jednak dostaję skrętu kiszek jak słyszę, że Android to, Android tamto. Że
    niby iPhoneów nie używają debile? Jak bierzesz iPhonea do ręki to dostajesz
    oświecenia? Twój IQ wzrasta o kilka procent, dostajesz +5 do intelektu? Sprzęt
    wybrańców? He, he. Chyba jednak nie.

    Instagram nadal jest tym czym był zawsze. Platformą do
    zamieszczania fotek z filtrem wprost z telefonu. To nasze podejście się
    zmienia, czasami weryfikujemy swoje oczekiwania czasami nie. Masz potrzebę
    skasować konto. OK. Wolna droga. Ja z facebooka już kasowałem. Po czym życie
    pokazało, że jest to jedyna (prawie) globalna platforma szybkiej komunikacji ze
    znajomymi na całym świecie. Czasami nie ma mam ochoty rozmawiać przez telefon czy pisać maila dla jednego linka. Konto założyłem ponownie. Zablokowałem wszystko, usunąłem prawie wszystkich z aktualności, różne gry i inne durne facebookowe wynalazki. Wyłączyłem powiadomienia. Facebook nagle stał się znośny i przydatny.

    Hipokryzja. Wszyscy jesteśmy hipokrytami w życiu, więc dlaczego w internecie ma być inaczej?

    • Zgadzam się z Tobą w większości :) Różnica między tymi społecznościami jest zasadnicza – grupa docelowa. Na 500px nie przebije się słaba fotografia, na Vimeo głupie wideo. Tak to po prostu jest. Instagram też z początku starał się promować siebie jako artystyczna platforma, ale ludzie ją zniszczyli. Twitter ma tę zaletę, że nie maja go wszyscy. Tak jak rzeka o której mówisz. Niektórzy ludzie szybko nudzą się na Twitterze, bo nie potrafią skoncentrować swojej wypowiedzi do 140znaków, brak lajków i ogólnego hype, dlatego odchodzą i wracają na FB gdzie będę „szczęśliwi”. Platforma Twittera zmusza do pisania dobrego jakościowo kontentu.

      Ciekawostką jest to, że te same osoby, które na Twitterze piszą ciekawie, na Facebooku wcale nie muszą być interesujące. Facebook nie ma ograniczeń, są gry, sondy itd. A brak ograniczeń jest często wadą. Dlatego też powstały programy typu iA Writer, które nic praktycznie nie oferują, ale skupiają na jednym – tworzeniu.

      „Słaba jakość z tanich Androidów” – nie miałem na myśli rozdzielczości, a jakości jako wyznacznika kreatywności. I tutaj też nie chodzi że Android jest zły, ale że Android co jak co, ma więcej ludzi niż iPhone, przez to więcej osób ma możliwość skorzystania z tego serwisu. I znów metafora rzeki o której napisałeś. Im mniej ludzi tym lepiej dla danej społeczności. Jestem zdania, że nie powinno być jednego medium dla wszystkich, bo jak coś jest dla wszystkich to jest dla nikogo.

      Facebooka skasowałem, bo mi się nie podobał z tych samych powodów dla Ciebie, ale sporo osób z którymi chcę mieć kontakt mają iPhone więc mam iMessage. Kiedy każdy będzie miał FB tylko dlatego bo ma znajomych to jego hegemonia będzie wieczna, i tym samym nigdy nie zaznamy alternatywy. Ktoś musi zrobić pierwszy krok, może teraz i byłeś jednym z niewielu co usunęli, ale jak zrobi to kolejny i kolejny… to będzie nas więcej.

      To tak jak z zaśmiecaniem środowiska naturalnego. A co Ci szkodzi rzucić butelkę w las, zamiast do śmietnika. No nic, to tylko jedna mała buteleczka. Ale kiedy tak pomyśli kilka osób, to z tych buteleczek robi się wielki stos śmieci.

      Dlatego jak coś mi się nie podoba, to otwarcie o tym mówię i wyrażam swoje niezadowolenie usunięciem konta. Wtedy statystyki spadają w dół. Ja może nic nie znaczę, ale jak kilka osób to zrobi to już jest ten „wielki stos śmieci”.

      A obecnie, o czym zapomniałem napisać, Instagram to foty wysłane z VSCO cam… Więc obecnie samego Instagrama w Instagramie jest mało, że tak się wyrażę :)

      • Tyle, że społeczności mają to do siebie, że te mocne się rozwijają i tutaj w pewnym momencie nie zapanujesz nad ilością śmiecia, a te małe, hermetyczne albo umierają albo dziwaczeją stając się towarzystwem wzajemnej adoracji i klepania po tyłkach. Światem rządzi pieniądz i każda społecznościówka dąży do pozyskania największej ilości userów aby ich w końcu (wcześniej lub później) w jakiś sposób zmonetyzować. Życie. Cały wic polega na umiejętnym filtrowaniu kontentu, tak aby czerpać to co wartościowe. I tutaj platforma nie ma znaczenia. Czy to Facebook, czy Twitter, czy inne G+. Wszędzie znajdziesz wartościowych ludzi jak i debili funkcjonujących obok.
        Czy na Vimeo nie ma syfu? Pewnie masz rację, ale myślę, że to kwestia czasu. Czy właściciele Vimeo są z tego zadowoleni, że z ich platformy korzysta garstka ludzi z branży foto/video? Czy nie robią wszystkiego aby pozyskać choć trochę z tej masy ludzi, która jest na YT? Czy aby integracja z kontami w OSX nie jest pierwszym z kroków walki z YT. Czy system dojenia klientów premium na Vimeo jest wystarczający aby rozwijać platformę? Tego nie wiem, ale może to temat na kolejny felieton :)

        • Oj mylisz się. Z Vimeo korzysta olbrzymia liczba osób i zapominasz o jednym. YouTube zarabia z reklam, a Vimeo z niesamowitej społeczności, która płaci za Vimeo Plus lub Pro by mieć więcej funkcji. 130zł rocznie i mam nieograniczone możliwości a w wersji pro możliwość dystrybucji i sprzedaż filmów. Tak samo 500px, oni nie potrzebują zarabiać z danych użytkowników. Płacisz 40zł rocznie i masz nielimitowany upload zdjęć i inne funkcje.

          To właśnie różni społeczności artystyczne od tych dla wszystkich. Członkowie ich wiedzą, że za dobry produkt trzeba zapłacić, aby pozostał wolny od reklam i debilizmów.

          Wejdź na jeden z tych serwisów i poczytaj o nich więcej, a dopiero potem wygłaszaj opinie. Vimeo jest równie potężne co YouTube, tyle że w innej kategorii.

          • Po pierwsze nigdzie w mojej wcześniejszej wypowiedzi nie wygłosiłem opinii o Vimeo. To były pytania – nie opinie.
            Po drugie. Społeczności artystyczne? To, że płacę kilka dolców i wrzucam zdjęcia na 500px lub filmy na Vimeo to czyni mnie artystą? Błagam – miej litość. Na YT pospólstwo a na Vimeo artyści? To takie samo spłycenie tematu jak opinia, ze Android to „zło wcielone” i niszczyciel Instagrama. To, że produkty premium są lepsze od darmowych wiedza wszyscy, nie tylko „artyści”.
            „Artyzmu” się nie kupuje tak samo jak nie każdy potrzebuje produktu premium. Mając te kilka dolców mogę zamieszczać taki sam syf wszędzie. Nikt mnie nie weryfikuje na zasadzie: Ty masz dyplom ASP to możesz zamieszczać na 500px. Nie. To. tylko kwestia kasy. Masy ludzi zamieszczają to i owo za darmo, inni mający kasę wykupują opcje premium. A to, że znani i cenieni „artyści” mają konta na 500px i Vimeo. No tak. bo w związku z tym, ze są to usługi premium mają lepsze parametry, ładniejsze i lepiej spersonalizowane galerie itp.
            Na marginesie naszej dyskusji. Osobiście jestem jednostką aspołeczną. Raczej (ostatnio powoli się to zmienia, ale jednak) nie pokazuję tego co robię. Konto mam zarówno na 500px jak Vimeo, YT, Flickrze, Behance i paru innych, o których już zapomniałem. Również, podobnie ja Ty, bardziej cenie Vimeo od YT ale nigdy nie przyszło mi do głowy deprecjonować wartości jakiegokolwiek serwisu. Niech o jego wartości świadczą ludzie, ruch, zarobki a nie opinie. Bo niestety opinie generują ci najbardziej krzykliwi.

          • Każdy wie, że Vimeo i 500px jest społecznośćią artystyczną. Nawet samo Vimeo tak się nazywa i pokazuje to na podstawie swoich Staff Picks i festiwali. YouTube w przypomnieniu roku daje komedie, miley cyrus itd… Filmy, które na YouTube biją rekordy popularności na Vimeo są spychane i nikt o nich nie słyszy i na odwrót.

            Wystarczy też spojrzeć na komentarze na Vimeo, co dominuje? Wiedza techniczna, pytania o sprzęt, opinia o kadrach, a na YouTube? Przeważnie hejt, Polska przejmuje i inne śmieszne akcje.

          • Argumentem na być to, że każdy wie? Chyba jednak nie każdy. Zobacz na kategorię „fresh”. Opócz wielu dobrych zdjęć jest tam mnóstwo syfu. To, że się nie przebija to inna sprawa. Wartość komentarzy? Hmm. Mam może kilkadziesiąt zdjęć na 500px. Pojawiło się kilkanaście komentarzy. Wszystkie typu „nice shot” „beatuiful” „so cute” – to ma być wartościowe? Towarzystwo klepania po tyłkach. Nie ma hejtu. No nie ma. Ale jakość komentarzy tak samo gówniana, tyle że na innym poziomie.
            Nie chcę być źle zrozumiany. Nie neguję wartości 500px. Jest to społecznościówka dla osób posiadających aspiracje fotograficzne. I dobrze. Oby więcej takich. Jednak nie przesadzajmy. Wszędzie można znaleźć wartościowy kontent. Nie tylko na 500px i Vimeo. Trzeba tylko umiejętnie filtrować.

          • Swoją drogą. Cieszę się, że taki temat wywołał taką burzliwą dyskusję ;) Bardzo się ciesze z tego powodu. Emocje są najważniejsze i chęć wyrażenia własnego zdania w sposób konstruktywny :)

          • Z tego Co widzę to tylko my dyskutujemy. Jeśli liczysz ilość znaków to średnia na jednego adwersarza wychodzi fajna:)

      • Bartek

        Oczywiście, że na 500px przebije się słaba fota :)

    • Bartek

      Zgadzam się co do joty! :)

      • Niezmiernie mi miło, ze nie jestem odosobniony w takiej wizji świata. Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.