Krzysiek Borek01.04.2017
Mass Effect Andromeda – recenzja

Moje pierwsze, a zarazem ostatnie spotkanie z Mass Effect miało miejsce przy pierwszej odsłonie. Przeszedłem połowę gry i na tym moje zainteresowanie serią ucichło do momentu, w którym pojawiła się Andromeda.

Inicjatywa Andromeda liczy się 100 tysięcy członków zamieszkujących drogę Mleczną, a zadaniem Pioniera jest odnalezienie planet, na których członkowie Inicjatywy mogą się osiedlić. Początek nie sprzyja ciężkiemu zadaniu, ponieważ Habitat 7 nie należy do przyjaznych planet.

Na początku gry poznajemy jednych przeciwników (Kettowie), aby później zobaczyć i walczyć z kolejnymi (Porzuceni). Pierwsi szukają technologii drugich, a głównym zadaniem Porzuconych jest obrona technologii i zniszczenie każdego, kto chce położyć na niej swoje łapska.

Nie trzeba być jasnowidzem aby zauważyć dokąd zmierza główny bohater, co zarazem zwiastuje pierwsze problemy produkcji. Jednym z nich jest walka, której Bioware nie przemodelowało oprócz dodania skakania i zrywów wykonywanych za pomocą małego odrzutowego plecaka. Dwie drobne zmiany sprawiają, że gra przestaje być strzelaniną z perspektywy trzeciej osoby, wykorzystującą system osłon (zresztą słaby). Wszystko przez to, że postać automatycznie „przytula” się do osłony i często ze złej strony, co tylko utrudnia walkę. Wg mnie mogli wziąć przykład z The Division, jeżeli chodzi o osłony i byłoby idealnie. Ponadto dodanie odrzutowego plecaka i związanych z nim możliwości sprawia, że nie musimy cały czas się chować, choć to i tak najlepsze rozwiązanie podczas prowadzenia ognia. Kosmetyczne zmiany w walce spowodowały problemy ze sztuczną inteligencją przeciwników, są oni zmuszeni do wymiany ognia zza osłon, a w momencie bliższego kontaktu uciekają do innej bez walki o swoje życie. Od czasu do czasu SI przeciwników nie jest w stanie znaleźć nowego schronienia, co wprowadza chaos. Mając to na uwadze, po paru godzinach walki robią się nudne i powtarzalne.

Sztuczna inteligencja pomocników nie jest lepsza, zbyt często zapuszczają się do wielkich grup przeciwników, co powoduje, że często walczą z paroma jednocześnie. Jestem w stanie to zrozumieć w momencie, gdy pomocnicy korzystają z ataków wręcz, ale to samo dotyczy postaci wyposażonych w karabiny/granaty. W rezultacie pomocnicy padają wcześniej od gracza, a potem musimy ich ratować, co jest denerwujące. Walka nigdy nie była dobrze wykonana, ponieważ Mass Effect jest bardziej nastawiony na linie dialogowe, niż walkę, co zresztą widać w Andromedzie.

Być może to najważniejsza część gry, ale dla mnie jest tego zbyt wiele i często podczas rozmów wybierałem, co popadnie. W każdym razie Ryder ma zazwyczaj 4 odpowiedzi do wyboru ze względu na stan emocjonalny bohatera. Z drugiej strony dialogi pozwalają wczuć się w atmosferę gry i powodują, że gracz próbuje dostosować się do kontekstu danej sytuacji. Podczas walki Ryder jest bezpośredni, a w momencie, gdy rozmawia z przełożonymi, wkrada się jego “profesjonalizm”. Niestety, świetne linie dialogowe niszczą potworne animacje twarzy i ciężko przez nie stwierdzić, w jakim stanie emocjonalnym znajduje się główny bohater. Podczas rozmów oczy niektórych postaci wyglądają nienaturalnie, a grymasy twarzy wskazują, że dana postać nie chce z nami rozmawiać. Problem z animacjami nie dotyczy wyłącznie ust, ponieważ podobne sytuacje mają miejsce podczas chodzenia, biegania, ruszania ramionami podczas rozmów, a zęby postaci widać czasem przez zamknięte usta.

Od pół roku mam podstawowy model PlayStation 4 (CUH1116A) i pojawiło się parę problemów z wydajnością gry. Głównym są doczytujące się tekstury (głównie trawa/piach) podczas jazdy Nomadem, co było dla mnie denerwujące. Z walką jest podobnie (czasem), ponieważ pomocnicy lub przeciwnicy lubili pojawiać się przede mną, co sprawiało, że często ginąłem.

Jestem w stanie pojąć skalę błędów, ponieważ świat gry jest ogromny, a wraz z upływającym czasem się rozrasta. Liczba misji nie przytłacza i wydaje się, że każda jest ważna. Jednym z przykładów może być zadanie, w którym mamy pomóc Drackowi w ocaleniu jego pobratymców.

Nie chodzi jedynie o zadania i ich tło, a o dialogi, które sprawiają, że każde zadanie ma własną historię. Każde z zadań ma znaczenie, a najważniejsze są złote planety, bo właśnie na nich możemy budować przyczółki. Z każdym zadaniem wzrasta zdolność życiowa danej planety, więc trzeba mieć to na uwadze podczas grania. Właśnie na nich poznajemy technologię Porzuconych, która „naprawia” atmosferę planety. Zadania dotyczące planety często sprawiały, że nie brałem się za wykonywanie misji z głównej osi fabularnej.

Wybór misji oznacza, że możemy mieć ich pełno i nie musimy się kierować w stronę zadań głównych. Idąc tym tropem wykonałem paręnaście misji pobocznych i 2 główne, co pokazuje, że zawartość Andromedy jest ogromna i zajmie graczowi wiele godzin.

Nie byłem w stanie sprawdzić trybu dla wielu graczy, ponieważ skończyła mi się subskrypcja PlayStation Plus, więc w ogóle nie uruchomiłem tego trybu.

Podsumowanie

Nie ukrywam, że początek przygody i dialogi były dla mnie nudne, ale nie zmienia to faktu, że Andromeda to bardzo dobra gra. Wszystko za sprawą fabuły, która nie dotyczy jednostki, a całej rzeszy członków Inicjatywy Andromeda. Tym razem historia pokazuje, że linie dialogowe są ważne, choć ich prezentacja nie należy do najlepszych z powodu marnych animacji. Eksploracja również jest świetna, biorąc pod uwagę, że nie musimy robić tego pieszo i jeździmy Nomadem.

Walka doczekała się kosmetycznych zmian w porównaniu do oryginalnej trylogii, a jej problem leży w sztucznej inteligencji. Jednak najgorsze są animacje podczas rozmów, ponieważ psują świetne kwestie dialogowe, nie wspominając o pomniejszych błędach i problemach z wydajnością.

Świetnie się bawiłem podczas odkrywania nowej galaktyki, ale sądzę, że niektórzy mogą być przytłoczeni masą niedoróbek i błędów. Jednak osoby, które czekały na kolejną część serii mogą się na niej zawieść.

Grę otrzymałem od polskiego dystrybutora – Electronic Arts Polska.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die

@krzysiek_borek