A.04.01.2014
Pierwszy spadek sprzedaży muzyki cyfrowej od dekady

Po raz pierwszy od otwarcia iTunes Store w 2003 roku spadła sprzedaż muzyki cyfrowej. Billboard raportuje, że sprzedaż pojedynczych utworów zmniejszyła się o 5,7% do 1,34 mln kopii, a albumów o 0,1% do 117,7 mln. Głównym powodem takiego stanu rzeczy są usługi strumieniowe takie jak Spotify, Deezer czy Pandora.

Za niecałe 20zł miesięcznie dostajemy nielimitowany dostęp muzyki, co wydaje się atrakcyjniejszą alternatywą dla albumów, które w iTunes kosztują średnio 40zł. Dobrą wiadomością dla wytwórni fonograficznych jest to, że przychody z usług strumieniowych mają zrekompensować straty.

Pozytywnym faktem dla muzyki cyfrowej jest to, że jej sprzedaż nie spada tak szybko jak płyty CD. W ubiegłym roku zmniejszyła się ona aż o 14,5%, co wydaje się potwierdzać przewidywania o rychłym wymarciu tego formatu.

Źródło: The Verge
Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

@
  • Jacek Zięba

    CD nigdy nie wymrze, cyfrowe kupowanie muzyki to jest jakieś nieporozumienie. Brak okładki, brak wkładki, brak wszystkiego co związane z płytą. A już najgorsze jest to słuchanie pojedynczych utworów, a nie całej płyty. To jest tak, jakby czytać tylko jeden rozdział w książce. OK, można jeśli jest najlepszy, ale dopiero po przeczytaniu całej książki. Nigdy się nie przestawię na cyfrową muzykę.

    • SSebastian

      Rozumiem, że słuchasz tylko analogowych płyt? CD to cyfrowy zapis muzyki, czy słuchasz z CD czy z dobrej jakości plików to nie ma znaczenia.

      • Jacek Zięba

        Chodzi mi o to, że nie kupuję muzyki przez Internet, tylko fizyczne nośniki. Źle się wyraziłem. Nie wyobrażam sobie obdarcia muzyki z słuchania wyrywkowego czy braku wszystkiego co z płytą związane, okładki, wkładki, nadruku na płycie itp. Nie mówiąc już o jakości Spotify… 320 to tam jest maks.

        • 7

          Dla mnie osobiście fizyczna postać muzyki (jak i książek) byłaby tylko obciążeniem, natomiast co do wyrywkowego słuchania to się zgadzam.

          • Jacek Zięba

            Przyznaję, że słucham też na Spotify, tylko z powodu, że nie stać mnie na kupowanie kilku płyt tygodniowo, a takie mam potrzeby audiofilskie. Jednak jak mogę, to kupuję.

        • To, że ktoś kupuje muzykę np. w iTunes nie znaczy, że jest ona jedynie namiastką tej na CD. I nikt nie każe Ci słuchać wyrywkowo. Ja kupuję na iTunes tylko całe albumy, które również są wsparte iTunes LP, czy Digital Booklet. Dodatkowo dla mnie nierozróżnialna jest jakość Mastered for iTunes od CD – testowałem na głośnikach za 2tys. Słuchając muzyki, zawsze rozpoczynam od pierwszej piosenki bo szanuję artystów, a sporo albumów jest jedną spójną całością. Dlatego Twoje argumenty są troszkę wyssane z palca i jestem przekonany, że za 5 lat CD będzie tak popularne jak winyle w dzisiejszych czasach – dla zapaleńców.

          • Jacek Zięba

            Ja słyszę różnicę. Najłatwiej ją dostrzec przy niższych tonach jak i szybko występujących po sobie wysokich dźwiękach, na przykład jak ktoś gra flażolety. Brakuje po prostu głębi. Słucham zarówno na słuchawkach nausznych AKG, jak i na sprzęcie audio (duńskie głośniki Dali Ikon i amplituner Onkyo). Brak wkładki do płyty, całej artystycznej otoczki związanej z muzyką też jest dla mnie nie do przyjęcia. To tak, jakbyś poszedł do restauracji i dali Ci obiad na papierowych talerzach i plastikowe sztućce. Nie, idziesz do restauracji zjeść, ale jest też dla Ciebie ważny wystrój, nastrój, podanie dania itd.

          • Ja różnice słyszałem na B&W P7, choć nie była ona na tyle duża abym inwestował w droższe i mało poręczne CD. Szczególnie, gdy pewne płyty mają ekskluzywne wydania tylko na iTunes.

    • chiefer

      Twoj wywód jest równie bezsensowny co dyskusja o wyższości wegetarianizmu nad jedzeniem mięsa. Podobnie wybitny ‚geniusz’ i ‚myśliciel’, niejaki Kazik Staszewski niedawno posunął się do stwierdzenia że to czytelnicy e-booków zabijają literaturę. On nawet w swoim geniuszu poszedł tak daleko iż powiedział że jak kogoś takiego widzi to ma ochotę podejść i wywalić e-ustrojstwo przez okno.
      Ja akurat już nie raz łapałem się na tym że po przeczytaniu pierwszego genialnego rozdziału kupowałem książkę która okazywała się nudna jak flaki z olejem. Podobnie muzyka, słyszysz znakomity przebój, kupujesz płytę i nie możesz uwierzyć że ten sam artysta wydał coś tak beznadziejnego.
      Życzę więc większego dystansu w życiu.