Krzysiek Borek16.08.2015
Topowe urządzenia nie robią takiego wrażenia, jak w przeszłości

Ostatnie nagłówki mówią o przyszłości smartfonów. W większości przypadków da się odnaleźć frazę „flagowiec”, która jest zazwyczaj zarezerwowana dla najważniejszej premiery w bieżącym roku danego producenta. 6 lat temu, gdy Android dopiero zaczynał swój żywot, flagowiec był jedynym i głównym smartfonem wydawanym co roku.

Krótka lekcja historii

Każdy producent miał jasny cel, wydanie jednego głównego smartfona, który będzie najlepszą konstrukcją spośród wielu dostępnych w portfolio. Każdy z osobna ze sobą konkuruje w tej kwestii, aby wydać najlepszego flagowca, w przeszłości pojawiło się ich sporo, na tym polu najbardziej aktywni byli Sony, Samsung i HTC.

Przez wiele lat strategia działała świetnie, wprowadzając wiele innowacji i pozwalała na szybszy rozwój — każdy producent chciał, aby jego sprzęt posiadał najnowszą, dostępną technologię, która pozwoli im wydać lepsze urządzenie od konkurencji. Obecnie rynek mobilny nie przynosi wielu zysków. Spójrzmy na to z innej perspektywy, konkurencja wydaje sprzęt z technologią, której nie bierzemy na poważnie i z niej rezygnujemy. Może to oznaczać, że czas pożegnać się z pracą, wtedy technologia rozwijała się znacznie szybciej, niż obecnie.

HTC Hero był prawdopodobnie pierwszym dostępnym smartfonem działającym na Androidzie i nie było problemu, żeby kupić go w dniu premiery. Z modelem G1 nie było tak łatwo i trzeba było stać w długich kolejkach, aby go zdobyć. Hero, pojawił się w czerwcu 2009 roku, a jego specyfikacja techniczna obejmowała procesor o taktowaniu 528 MHz (1 rdzeń) i zaledwie 288 MB pamięci operacyjnej, która była współdzielona z GPU. 9 miesięcy później HTC zaprezentowało model Desire, a jego specyfikacja wygląda zdecydowanie lepiej od poprzednika. Producent oddał do dyspozycji jedno rdzeniowy procesor taktowany 1GHz i aż 576 MB RAM.

Porównując specyfikacje obydwóch model HTC postęp jest widoczny gołym okiem, taktowanie procesora i ilość pamięci operacyjnej wzrosły dwukrotnie w zaledwie 9 miesięcy. W ciągu tego czasu zmiany w wydajności przekładały się na zmianę urządzenia przez konsumenta, który bez wątpienia widział postęp technologii w nowszym modelu względem poprzedniego. Według mnie 9 miesięcy to zbyt krótki odstęp na wydanie kolejnego flagowego produktu — użytkownicy zazwyczaj są przyzwyczajeni do zmiany sprzętu co rok, o ile jest na co. W ciągu tych 9 miesięcy HTC było w stanie wydać nowe urządzenie charakteryzujące się wieloma zmianami nie tylko we wzornictwie, ale również w środku.

Potem było tylko gorzej

Jedyna wspólna cecha sprzętu z najwyższej półki to bez wątpienia jego cena, nie było tanich smartfonów. Producenci i operatorzy zdawali sobie sprawę, że tak wysokie ceny nie przynoszą zysków, a jedynie odstraszają potencjalnego klienta. W tym momencie można było kupić sprzęt u operatora, choć opłata abonamentowa wynosiła zbyt dużo, a my mogliśmy cieszyć się z nowego sprzętu.

Do dziś pamiętam pierwszy zakup smartfona z Androidem, którego nabyłem właśnie u operatora. Był nim Samsung Galaxy Young, który nie należał do najlepszych w swojej klasie, ale dzięki jednemu forum byłem częściowo zadowolony z zakupu. Dzięki XDA Developers byłem w stanie zrobić ROOT-a i wgrać bardziej przyjazny system operacyjny bazujący na Androidzie, niż jego fabryczna wersja, która pozostawiała wiele do życzenia w kwestii wydajności i smartfon nie raz był dla mnie utrapieniem.

Sytuacja z dnia na dzień się rozwijała, a producenci zauważyli potencjał w tańszych urządzeniach mobilnych, na które pozwoli sobie praktycznie każdy konsument. Choć tego typu zagrywki przyniosą mniejsze zyski niż sprzedaż topowego modelu w ofercie producenta. Wtedy wielu producentów zdecydowało się na produkcję takich urządzeń, które różniły się od siebie nie tylko wyglądem, ale również komponentami znajdującymi się we wnętrzu. Topowe modele nadal znajdowały się na półkach sklepowych, choć powoli wypierały je tanie smartfony, które nie oferowały zbyt wiele.

Spowodowało to, że rynek został zalany tanimi śmieciami, a topowe smartfony były wydawane co roku z odpowiednią specyfikacją techniczną przekładającą się na ich wysoką cenę. Wraz z wydaniem Galaxy S3 i S3 mini przyszła pora na wydanie mniejszych urządzeń mobilnych nawiązujących jedynie nazwą do topowych urządzeń. W końcu 2 rdzeniowy procesor Novathor, taktowany 1GHz ma mało wspólnego z 4 rdzeniowym Exynosem z Galaxy S3.

Wróćmy do obecnych czasów

Dzisiaj topowe urządzenia nadal istnieją, do wyboru mamy najnowsze modele z serii One, HTC, Xperię Z3+ lub Z4. Samsung ma Galaxy S6, a LG model G4. To intuicyjny podział, w którym nikt nie powinien się pogubić, choć powoli zaczyna zanikać. To ciągnie się od momentu, który opisałem wcześniej, co przekłada się na przesycenie rynku. Obecnie rynek ma wiele do zaoferowania, a wszyscy próbują w podobny sposób promować tańsze rozwiązania. Nawet HTC, które miało zaprzestać wydawania tańszych smartfonów nadal to robi.

Z mojego punktu widzenia to odpowiednie podejście, ponieważ nie każdego stać na wydanie około 3000zł lub więcej na sprzęt z najwyższej półki. Z jednej strony przesycenie rynku pomaga konsumentowi w wyborze, a z drugiej mamy do czynienia ze zbyt dużą ilością tandetnych smartfonów, które już po miesiącu nie nadają się do użytkowania. Nie zapominajmy również o aktualizacji systemu operacyjnego.

Dla przeciętnego użytkownika nic nie znaczą, dopóki coś nie przestanie działać na ich urządzeniu, wtedy obarczają winą ostatnio wykonaną aktualizację. Aktualizacja oprogramowania to drogie przedsięwzięcie i wymaga wielu inżynierów, aby została odpowiednio przygotowana pod dany model. Jest to trudne zadanie, ponieważ producent musi wziąć pod uwagę, że ma 100 lub więcej krajów do pokrycia, w których ich sprzęt mobilny jest sprzedawany. Problem leży wtedy w projektowaniu i produkcji kolejnego średniaka, który za chwilę pojawi się na półkach sklepowych. Taki natłok spraw powoduje problemy podczas procesu aktualizacyjnego starszych modeli. Dla nich aktualizacje pojawiają się tylko i wyłącznie, gdy producent znajdzie poważne luki w zabezpieczeniach, choć nawet wtedy aktualizacja może się nie ukazać.

Przykład – Sony

W tym przypadku mógłbym wybrać każdego producenta, jakiego obecnie znam i z którego urządzeniami miałem do czynienia teraz lub w przeszłości. Jednakże wybrałem Sony, ponieważ stagnacje w ich produktach można zauważyć gołym okiem. Przyjrzyjmy się ostatnim flagowcom producenta z kraju kwitnącej wiśni, Z2 została wydana w kwietniu 2014 roku z Snapdragonem 801 (MSM8749AB), który ma 4 rdzenie taktowane 2,3GHz, 5 miesięcy później pojawił się model Z3 (we wrześniu 2014) z Snapdragonem 801 (MSM8749AC), taktowanym 2,5GHz na rdzeń. Mrugacie i nie zauważyliście żadnych zmian? Jest jedna zmieniono taktowanie CPU o zaledwie 200 MHz względem modelu o taktowaniu 2,3GHz. Z2 i Z3 wyglądają tak samo, z tym że nawet Z3 mieści się do dedykowanego dla Z2 etui i nadal możemy używać sprzętu komfortowo.

Z3+

Ostatnio miałem przyjemność testować model Z3+, który nie wywarł na mnie dobrego wrażenia z powodu zastosowania w nim Snapdragona 810. Będąc dokładnym, jest to model MSM8994, mamy tutaj 4 energooszczędne rdzenie i 4 taktowane 2GHz. Znowu widać, że zmian jest naprawdę niewiele, chciałem zamieścić wykres z pomiarów wydajności, ale sobie odpuściłem. Nie ma to sensu, ponieważ wydajność względem kolejnych modeli nie zmienia się diametralnie, a różnice są niewielkie. Z3+ jako patelka do smażenia jajek na pewno miałaby problemy przy wykonywaniu niektórych operacji i jej wydajność mogłaby być niższa od jej poprzedników.

Koniec żartów, mamy idealny dowód na to, że ostatnie iteracje Xperii z serii Z nie posiadają żadnych, diametralnych zmian. Dlaczego ktoś miałby wymienić Z2 na nowszy model? Co ma nowy, czego nie może zaoferować poprzednik? Oprócz zmienionej specyfikacji technicznej nie ma niczego, co skłoniłoby mnie do zmiany smartfona, jeżeli posiadałbym model Z2.

Nic się nie zmieniło

Bieżący rok jest nudny, jedynie Samsung postanowił nas zaskoczyć wydając Galaxy S6 i S6 Edge.

galaxys6edge

Tym razem postawiono na nowe wzornictwo, nawiązujące do sprzętu z najwyższej półki, a nie plastikowe mydelniczki, które były wydawane co rok. Podejrzewam, że wielu osobom obydwa modele się spodobały, choć moi znajomi uważają, że Koreańczycy zrobili dwa kroki wstecz (brak wymiennej baterii i czytnika kart microSD) i jeden na przód (unibody ze szkłem po obydwu stronach). Osobiście mnie to nie interesuje, ale lider rynku mobilnego pokazał sprzęt, który zainteresował masy i w końcu o to chodzi.

Zainteresowanie S6 pokazuje, że nadal jest miejsce dla tego typu urządzeń, a ich specyfikacja techniczna (8 rdzeniowe procesory i wyświetlacze 2K) będą jedynie towarem. Poprawa sprzętu to jedno, a oprogramowanie to inna historia, widać, że Samsung robi je nadal w pośpiechu, co owocuje zbyt dużymi wymogami do płynnego działania, nie wspominając o dodaniu przez nich automatycznego ponownego uruchamiania sprzętu.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, zależy im na zysku, a oprogramowanie nawet nie jest sprawdzone przed premierą i rozpoczęciem sprzędazy ich urządzeń mobilnych, a powinno się usiąść na spokojnie i wszystko sprawdzić. S6 z Androidem 5.1.1 w porównaniu do ostatniego iPhone’a i nienajlepszego iOS 8.4.1 jest ślamazarna, tak mówi to użytkownik Androida. Nie potrzebujemy większej ilości rdzeni, GHz, tym bardziej patelni do smażenia jajek, potrzebujemy wysokiej jakości, odpowiednio przeprowadzanych testów oprogramowania, które będzie pisane przez ekspertów. Tylko przez tych, którym płacą za bycie perfekcjonistami. Tacy inżynierowie nie pozwolą na wydanie sprzętu ze słabo działającym systemem operacyjnym. To się nigdy nie stanie, ponieważ wszyscy nastawieni są na zyski, a ekonomiczna presja jest zbyt wielka.

Flagowce powoli znikają

Topowe urządzenia powoli znikają, choć wierzę, że producenci z całego świata nadal będą wydawać sprzęt, który przyciągnie do siebie rzesze użytkowników. Kolejny pewnie będzie posiadał szklane krawędzie lub wbudowanego grilla, w końcu to również pozwoli na ich sprzedaż, a rynek i postęp będzie szedł do przodu. Obecnie potrzebujemy lepszej jakości, bo zmiana sprzętu co rok nie ma sensu. Znajomy od dłuższego czasu korzysta z Galaxy Note 2, a po wymianie baterii, która kosztowała go 50 zł nadal może się nim cieszyć. Dla niego to idealny smartfon i nie potrzebuje nowszego modelu.

Wymienna bateria pozwala na dłuższe życie starszego smartfona, lepiej kupić sprzęt z niewymienną baterią i zmieniać go co roku lub dwa, w końcu tego chce producent. Wątpię, żeby pojawiły się aktualizacje naprawiające obecne problemy z oprogramowaniem, w końcu producenci pracują w pocie czoła, aby zaprezentować nam nowy sprzęt na targach IFA,MWC i CES.

Potrzebujemy roku, w którym nie ujrzymy żadnego nowego smartfona, obecnie jest ich tyle, że to w zupełności wystarczy. Spróbujmy wyeliminować problemy, z którymi obecnie się one borykają, zoptymalizujmy oprogramowanie, aby było solidne. Przede wszystkim producenci powinni wyeliminować wymagania systemu operacyjnego, który działałby na każdej maszynie (tak, jak na PC), w tym przypadku nie trzeba na nowo wynaleźć koła, aby to osiągnąć. Producentom się to nie spodoba, będą mieli wrażenie, że sprzedają mniej, niż powinni. Może nadszedł czas na wydawanie mniejszej ilości urządzeń i skupienie się na oprogramowaniu, aby obecne modele zaczęły działać, jak powinny od samego początku ich istnienia. Być może wtedy będziemy świadkami prawdziwej innowacji.

Użytkownicy wymagają najwyższej jakości i ja to widzę, ale producenci niekoniecznie. Zamiast tego wydają kolejne modele, które poprawiają wady poprzedników. Szkoda na to pieniędzy, tylko, że prodcuent wie jak je tracić, ale prawie w ogóle nie zarabia na sprzedaży, czego dowodem jest LG (1,2 centa zysku na każdym sprzedanym smartfonie). To nie wiele, według mnie nawet nie do przyjęcia, wtedy warto sobie zadać pytanie, czy warto jeszcze zajmować się rynkiem mobilnym, czy może odpuścić.

Ostatnio można zauważyć, że producenci idą innym szlakiem. Poprawa błędów w oprogramowaniu, czy sprzęcie to nie kwestia wydania nowego produktu. Dlatego cieszę, się, że Samsung, LG i Motorola wraz z Google rozpoczynają comiesięczne aktualizacje zabezpieczeń Androida, lepiej późno, niż wcale, nawet operatorzy sieci komórkowej będą to uskuteczniać.

Zawsze będziemy widzieć coś nowego, wszystko za sprawą szybkiego rozwoju technologii. Choć biorąc pod uwagę znikome zyski producentów mam wrażenie, że z każdym kolejnym sprzętem konsument będzie znudzony i nie będzie czasu, ani środków na wydanie następnego.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek