Krzysiek Borek26.06.2017
Wipeout Omega Collection – recenzja

Mając niespełna 10 lat nie znałem gier z serii Wipeout, ponieważ bardziej byłem zainteresowany Gran Turismo i Tekkenem 3. Na szczęście dzięki uprzejmości Polskiego oddziału PlayStation mogłem nadrobić zaległości z dzieciństwa.

Wipeout Omega Collection to zlepek trzech gier, a największą ilością zawartości może pochwalić się wydany w 2008 roku na PlayStation 3 Wipeout HD, choć już wtedy stanowił on połączenie Wipeout Pure i Pulse. Kolejną częścią składową zestawu jest Fury, dodatek składający się z tras dostępnych z PSP i dodatkowych trybów gry skupiających się na walce z oponentami. Ostatnią z dostępnych części jest Wipeout 2048, który zadebiutował 5 lat temu na najnowszym handheldzie Sony-PlayStation Vita.

Teoretycznie to kolejny odgrzewany kotlet, ale w moim przypadku nie można mówić o zmęczeniu materiałem, ponieważ to moja pierwsza przygoda z serią, która starczy na długie godziny rozgrywki. Ilość zawartości do ukończenia jest kolosalna, a przy Omega Collection spędzimy tygodnie. 26 tras ze swoimi alternatywnymi wersjami (w przeciwnym kierunku), 46 statków antygrawitacyjnych, rozgrywka sieciowa, próby czasowe, turnieje i wiele innych to tylko początek.

Łatwo dostrzec, że główną zaletą zestawu jest bezproblemowe działanie i warstwa wizualna, jednak najważniejsza i tak jest jazda. Najtrudniej opanować system hamowania (L2 + R2) i żadna gra nie sprawiła mi tyle kłopotów, co zbiorcze wydanie serii Wipeout. Wszystko za sprawą kontrolowania bardzo szybkich bolidów antygrawitacyjnych, gdzie najmniejszy błąd może nas kosztować utratę pierwszej pozycji i przegraną w zawodach. W sumie nie ma się czemu dziwić, ponieważ prędkość bolidów może wynosić prawie 600 km/h.

Wielu próbowało skopiować Wipeout, ale problem stanowił model jazdy, który był ciężki do papugowania. Bolid Feisar jest idealny do szybkich manewrów, podczas gdy tarcza Qirex-RD jest w stanie wytrzymać ostre łupnie ze strony rakiet przeciwników podczas wyścigu. Niepowodzenie nie jest kwestią lagów lub braku płynnej animacji, problemem jest gracz myślący, że sekunda jazdy więcej sprawi, że wygra. Łatwo się zdenerwować, gdy przed metą mija nas przeciwnik lub dostajemy łupnia od jego uzbrojenia i ostatecznie przegrywamy wyścig. W takich przypadkach najlepiej zachować spokój i jechać ostrożniej pozwoli to nam uniknąć ataków SI.

Mam podstawową wersję PlayStation 4 i Wipeuot Omega Collection utwierdza mnie w przekonaniu, że obecnie nie potrzebuję Pro. Wszystko za sprawą płynnego działania gry i braku zwalniania klatek animacji w każdej chwili rozgrywki. Dotyczy to również Wipeout 2048 i wyścigów, w których ostatni na torze wygrywa. Każda z gier wchodzących w skład Omega Collection jest świetnie przygotowana i działa bez najmniejszych problemów.

Jedyną wadą zestawu jest brak konsekwencji w kampaniach każdej z gier. Wipeout HD i Fury oferują 80 różnorodnych wyścigów, które za każdym razem przyciągają gracza z powrotem do walki o złote medale. System rankingowy w 2048 sprawia, że wyścigi są trudniejsze i czar zdobywania kolejnych, złotych medali pryska. Jest mi z tego powodu żal, ponieważ ta odsłona ma najciekawsze trasy z całej trójki. Być może się czepiam, ale trasy z 2048 potrafią zapaść w pamięć. Od dawna się tak dobrze nie bawiłem i dziękuję Sony, że mogłem nadrobić zaległości z dzieciństwa, to solidny zestaw gier, który bez wątpienia sprawi, że gracze spędzą z nim nie jeden dzień.

W Wipeout Omega Collection grałem na standardowej wersji PlayStation 4.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek