Krzysiek Borek21.05.2018
God of War – recenzja gry

“Znajomość” z Kratosem rozpocząłem za czasów grania w dwie pierwsze odsłony God of War na PlayStation 2. Potem udało mi się ograć dwie edycje na PSP, zwieńczenie trylogii, ale odpuściłem wydane na siłę Wstąpienie.

Tym bardziej byłem zaintrygowany, co Sony Santa Monica Studio przygotuje z myślą o rodzinie konsol PlayStation 4.

 Od razu widać, że Santa Monica Studio zdecydowało się na odważny krok, ponieważ God of War wydany na PlayStation 4 różni się mechaniką rozgrywki w porównaniu do swoich poprzedników. Teoretycznie nie musieli zmieniać to, co od dłuższego czasu się sprawdzało, ale wtedy jedyną różnicą byłoby przeniesienie akcji gry w obszar poza Grecją. Jednak wprowadzone zmiany okazały się świetnym zagraniem w większości przypadków.
God of War jest świetny, widać to przede wszystkim w przedstawieniu świata i oprawie audio – wizualnej. Świat jest różnorodny i jest w nim sporo lokacji do odwiedzenia. Największą zmianą rzucającą się w oczy jest oczywiście nowy system walki, który zauważymy zaraz po pierwszych przerywnikach filmowych i przez całą przygodę Kratosa. Kolejną nowością jest oczywiście Atreus, który towarzyszy swojemu ojcu w podróży. Więź między nimi można porównać do tej Joela i Ellie z The Last of Us.
Większości z was Kratos będzie się kojarzył z rozlewem krwi, ale w najnowszej odsłonie widać jak diametralnie się zmienił. Wszystko za sprawą rodziny, która pozwoliła mu znaleźć spokój, a najnowsze dzieło Sony Santa Monica zaczyna się od pogrzebu jego żony i matki Atreusa. Studiu świetnie udało się ukazać wewnętrzny konflikt targający Kratosem, co widać na początku, bo najwięcej mówi jego syn, a on prawie nic.
Akcja gry nie jest tak szybko poprowadzona, jak w przypadku poprzednich odsłon, o czym można się przekonać podczas grania. W szczególności, gdy weźmiemy pod uwagę świetnie zrealizowany świat. Osobiście grałem na podstawowym modelu PlayStation 4 i gra wyglądała bardzo dobrze, pomimo rozgrywki zablokowanej w 30 klatkach/s. Chłodzenie konsoli w większości przypadków nie wchodziło na najwyższe obroty, dopóki nie było przerw w rozgrywce. Właśnie wtedy dało się odczuć, że gra wymaga znacznie więcej od konsoli. Na szczęście podczas rozgrywki nie miało to miejsce i grało mi się komfortowo.
Zmiana mitologii na Nordycką się opłaciła, a studio świetnie wkomponowało ją do swojej najnowszej gry. Wszystko za sprawą źródeł, bestiariusza i wielu barwnych postaci. Każdy ze światów ma charakterystyczny dla siebie wygląd i przeciwników do pokonania, co jest istnym pokazem różnorodności, której brakowało mi w poprzednich odsłonach przygód Kratosa, pomimo że grało mi się w nie bardzo dobrze.
Sony Santa Monica należą się oklaski za brak ekranów wczytywania, nie wiem jak to osiągnęli, ale zrobili kawał dobrej roboty. Dzięki temu historia przedstawiona w grze nie jest pocięta i wszystko jest świetnie połączone. Widać to najlepiej przy dłuższych sesjach z grą, choć w przypadku podstawowej wersji PlayStation 4 parę razy zauważyłem ikonę wczytywania podczas przemierzania Midgardu i wykonywaniu zadań pobocznych.
Nowy system walki jest wymagający i trzeba się go nauczyć od nowa, poza naciskaniem przycisków należy pamiętać też o taktyce, gdy walczymy z przeważającą ilością przeciwników. Na szczęście sprawia wiele przyjemności, gdy już go poznamy, a wszystko za sprawą zmiany położenia kamery. Teraz każda potyczka jest bardziej osobista i trzeba mieć oczy dookoła głowy. W tym przypadku pomaga nam specjalny “system” ukazujący zagrożenie podczas każdej potyczki, który może wskazać nawet nadchodzący cios, co pozwoli nam go sparować lub uniknąć w zależności od upodobania.
Do wyboru jak zwykle mamy dwa typy ataków (szybkie i ciężkie), a oprócz nich możemy używać tarczy służącej do blokowania ataków i parowania. Niestety mocniejsze ataki wytrącają Kratosa z równowagi i kolejny atak przeciwnika może odebrać nam życie. Wtedy przydatny staje się Atreus, któremu możemy wydawać polecenia podczas walki, a jego strzały mogą odwrócić uwagę naszych przeciwników. W dalszej części gry jego pomoc staje się nieoceniona i wraz z jego pomocą możemy stworzyć naprawdę widowiskowe kombinacje ataków.
Walka jest niezwykle satysfakcjonująca, ale pojawiła się tutaj pierwsza niepozwalająca mi wykrzesać z gry wszystkiego. Chodzi oczywiście o podnoszenie poziomu Kratosa. Czasem ginąłem wiele razy, ale po nałożeniu odpowiedniego zestawu zbroi było zdecydowanie lepiej, bo nawet Lewiatan zmodyfikowany do maksymalnego poziomu nie uchroni nas przed śmiercią.
Nie zabrakło również elementów RPG, wszystko za sprawą drzewka umiejętności i wyposażenia, które możemy zdobyć podczas rozgrywki lub kupić u Broka i Sindriego. Trzeba dobrać sobie odpowiedni ekwipunek do swojego stylu gry, ponieważ każdy ma własne i charakterystyczne dla siebie właściwości, więc warto wszystko najpierw przestudiować.
Przy wyborze zbroi musimy pamiętać o jej charakterystyce, czyli sile, obronie lub witalności, ale to nie koniec, ponieważ każda ma miejsce na umieszczenie run. One mogą zwiększyć statystyki naszego bohatera, wtedy zazwyczaj dostajemy więcej punktów do siły, obrażeń, szczęścia, odnowienia, witalności i run. Trzeba mieć to na uwadze, ponieważ zbroja i runy składają się na zwiększenie poziomu naszej postaci.

Lekkim problemem jest brak walk z bossami, które w poprzednich odsłonach były częste i mieliśmy do wyeliminowania wiele barwnych postaci. W najnowszej części walki z głównymi przeciwnikami są zdecydowanie za krótkie, a walka z “mniejszymi” adwersarzami wraz z biegiem czasu robi się niezwykle monotonna i może stracić sens.

Walki z “mniejszymi” bossami sprowadzają się do tej samej taktyki, czyli pozbawienia życia osobnika, który stoi przed nami. Właśnie dlatego się na nich zawiodłem, choć z drugiej strony może to być podyktowane pierwszą odsłoną nowego cyklu i być może kolejne części dostarczą nam więcej efektownych potyczek. Seria God of War była znana w głównej mierze z walk z potężnymi przeciwnikami, a tego nie uświadczymy tu w skali porównywalnej do God of War III.
Wreszcie God of War nie jest grą na 2-3 posiedzenia, ponieważ jej przejście zajęło mi ponad 30 godzin, co przerodziło się w 4 dni grania non stop, po 3-4 godziny. Jednak ostatnie dwa dni ogrywania stanowiły ponad 7 godzin dziennie. Początkowo skupiłem się wyłącznie na głównej osi fabularnej, a po jej ukończeniu zacząłem zajmować się zadaniami pobocznymi i walkami z potężnymi przeciwnikami umieszczonymi w wielu różnych lokalizacjach Midgardu.
Zadania poboczne mają znaczenie, jeżeli chcecie zgarnąć lepsze runy, dodatkowe ataki lub nowe przedmioty. Mi dzięki wykonaniu jednego z zadań udało się zdobyć świetną rękojeść do Lewiatana, która prawdopodobnie powstała dzięki zabiciu przeze mnie jednego z bossów w początkowej fazie gry, Poza tym każde z zadań to świetny moment na zdobycie punktów doświadczenia potrzebnych do odblokowywania nowych ataków i srebra potrzebnego do zakupu lub ulepszania naszego orężu.

Podsumowanie

God of War w końcu bardziej skupia się na opowiedzeniu interesującej historii, a walki i rozlew krwi schodzą lekko na boczny tor. Jedyną bolączką nowego startu serii są ograniczone do minimum walki z bossami, ale można przymknąć na to oko oceniając najnowszą produkcję Sony Santa Monica.
Zakończenie nie jest epickie, ale widać, że sprawa kolejnej części pozostaje otwarta. Jezioro Dziewięciu skrywa w sobie jeszcze wiele sekretów, które mam nadzieję zgłębić, co mówi samo za siebie. Ostatnio tak dobrze bawiłem się przy przechodzeniu Horizon Zero Dawn w zeszłym roku. Od siebie tylko dodam, że nowy początek God of War pokazuje, że zmiany są potrzebne i są niezwykle opłacalne.

Za:

  • świetna oprawa audio – wizualna
  • dużo zadań do wykonania
  • przebudowany i satysfakcjonujący system walki
  • wiele kombinacji ataków
  • brak ekranów wczytywania
  • świetnie wykonana lokalizacja (dubbing)
  • nowe oblicze Kratosa

Przeciw:

  • mało walk z bossami
  • zmiany w rozgrywce nie muszą przypaść wszystkim do gustu

Podziękowania dla Polskiego oddziału PlayStation za dostarczenie kopii recenzenckiej gry.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek