Krzysiek Borek03.11.2016
Gravity Rush Remastered – recenzja gry

Przyznaję, odpuściłem sobie PlayStation 3 i parę lat później zdecydowałem się na zakup Xboksa 360, żeby po paru miesiącach i tak się go pozbyć.

Potem była Vita i parę świetnych gier, ale zapomniałem o Gravity Rush. Na szczęście dzięki polskiemu oddziałowi PlayStation mogłem nadrobić zaległości dzięki ograniu Gravity Rush Remastered.

Oprawa wideo jest bajeczna, a wybranie wyższej rozdzielczości w ogóle nie szkodzi produkcji i dodatkowo wygląda to lepiej niż w pierwowzorze. Autorzy przy produkcji gry brali pod uwagę głównie oświetlenie i barwne kolory, które na PlayStation 4 są świetne, a zmian w silniku graficznym nie ma zbyt wiele. Nawet długie dystansy są w porządku, choć boli mnie to, że większość lokacji z daleka nie jest widoczna.

Gravity Rush™ Remastered_20161028160344

Miasto, główna bohaterka, jej pomocnicy i przeciwnicy są świetnie odwzorowani, co tylko podkreśla artyzm Japońskich grafików. Pewnie, potwory, z którymi walczymy – Navi mogłyby być bardziej różnorodne i nie trudno zauważyć, że nawet mieszkańcy miasta są pieczołowicie dopieszczeni. Zazwyczaj większość graczy wzdycha do prerenderowanych przerywników podczas rozgrywki, ale w Gravity Rush wyglądają inaczej. Przypominają komiks, a statyczne ujęcia i bąbelki, w których są kwestie bohaterów wypadają równie świetnie, a nawet lepiej od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni od lat.

Gravity Rush™ Remastered_20161029165833

Początkowo miałem problemy z kontrolowaniem bohaterki, ale po paru misjach się wdrożyłem i nie miałem żadnych. Zawsze możemy grać, jak w każdą grę akcji, ale najlepiej korzystać z manipulacji grawitacją. Wtedy ciosy są mocniejsze i szybciej się przemieszczamy, a Kat przylega do powierzchni, na której stoi. Przynajmniej do momentu, w którym moc przestaje działać, aż pasek na nowo się zapełni. Na początku miałem wrażenie, że będą problemy z powodu unikalnego (wg mnie) pomysłu na rozgrywkę i DualShock 4 nie poradzi sobie z grą, ale wszystko jest na swoim miejscu i nie ma problemów podczas rozgrywki. Uniki i „jeżdżenie” na nogach są intuicyjnie dobrane do kombinacji przycisków, a czujniki ruchu w kontrolerze również są przydatne, możemy nimi sterować w momencie, gdy bohaterka lata po lokacji.

Gravity Rush™ Remastered_20161031084333

Hekesville na pewno nie wygląda jak metropolie dostępne w wielu innych produkcjach. Jednak dzięki rozmownym mieszkańcom i resztą otoczenia miasto wygląda na tętniące życiem. Nie ma tu zbyt wielu miejsc do odwiedzania, a każda z części miasta ma swój własny klimat dzięki odpowiedniemu doborowi stylizacji, muzyki i wdzięku. Takie połączenie sprawia, że jest na czym zawiesić oko, a wykonywanie misji pobocznych i wyzwań staje się przyjemniejsze. Poza tym każda z części zawiera różowe klejnoty pozwalające na ulepszanie mocy Kat. Dodatkowe misje sprawiają, że rośnie popularność bohaterki, a zadania z głównej osi fabularnej są interesujące. Większość sprowadza się do używania nadprzyrodzonych mocy i walki z Navi, ale po ich ukończeniu widzimy, jak rodzina odnajduje się na nowo, odnajdujemy starych przyjaciół, rozbrajamy bomby i wiele innych.

Gravity Rush™ Remastered_20161031090506

Od czasu do czasu zyskujemy dostęp do innego wymiaru, w nim możemy wykorzystać pełnię możliwości Kat i zdobyć nowe umiejętności (ataki specjalne), a cała zawartość z DLC jest od razu dostępna w wersji na PlayStation 4. Poziom trudności nie rośnie w zastraszającym tempie i każdy powinien sobie poradzić z produkcją, nawet niezbyt rozbudowany tryb walki jest satysfakcjonujący, ponieważ walczymy z przeciwnikami i na niektórych trzeba znaleźć  sposób, zanim się ich pozbędziemy.

Podsumowanie

Nie miałem przyjemności grać w pierwowzór na PlayStation Vita, ale odsłona na PlayStation 4 wygląda obłędnie, a wydanie remastera tylko pomogło oprawie wizualnej. Nawet kontrola nad bohaterką jest dobrze przygotowana, biorąc pod uwagę niecodzienny tryb walki i poruszania się po lokacjach. Szkoda, że gra nie jest dłuższa, a dodatki w postaci nowych wyzwań pozwolą wam się cieszyć grą, dopóki nie pojawi się sequel.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek