A.06.12.2013
Igrzyska Śmierci w Pierścieniu Ognia – recenzja

Raz na kilka lat w światowej kinematografii trafiają się serię filmowe tworzące w okół siebie olbrzymie grono fanów. Star Wars, Władca Pierścieni, Harry Potter, Zmierzch, a teraz Igrzyska Śmierci. Zaraz mnie pewnie zbijecie za zestawienie trzech pierwszych, wymienionych przeze mnie serii ze Zmierzchem. Ale nie oszukujmy się… To podrzędne romansidło ma na prawdę przerażająco ogromną ilość psychofanek.

W przeszłości do tego zestawienia nieudanie próbowały dołączyć Narnia, czy Percy Jackson detronizując tym samym Harrego Pottera. Jednak wszyscy wiemy jak się to skończyło… #nikogo

Pamiętaj kto jest prawdziwym wrogiem

W drugiej część Igrzysk Śmierci Katniss (Jennifer Lawrence) i Peeta (Josh Hutcherson) odbywają obowiązkowe Tournee Zwycięzców. Dowiadując się o fali zamieszek, do której przyczynili się łamiąc reguły igrzysk, ponownie trafiają na arenę śmierci.

Zaraz, zaraz. Czy wy również macie déjà vu? Bo ja tak. Druga część to nic innego jak Igrzyska Śmierci w wersji 2.0. To nie kolejna część przygód Harrego Pottera, w których to główni bohaterowie co roku zmagają się z nowymi przeciwnościami losu. W tym przypadku konflikt pozostaje niezmieniony. To tak jakby autorka książki chcąc napisać kontynuacje, przepisała część pierwszą w ulepszony sposób. Mnie to osobiście nie przeszkadza, ale niektórych ten fakt może wprawiać w irytację.

W-pierścieniu-ognia

Nowy reżyser = nowe doświadczenia wizualne

Nic tak bardzo nie irytowało mnie w pierwszej części Igrzysk, jak nienormalnie pracująca kamera. Jakby operator miał ADHD, czy coś. Nienawidzę takiego stylu. W drugiej części na szczęście zmieniono reżysera i widać to gołym okiem. Kadry są gładkie, a ruch kamery płynny. Czyli wszystko tak jak być powinno od początku. Montaż i ogólna kolorystyka filmu również uległa pozytywnej zmianie.

Efekty specjalne

Budżet filmu w stosunku do poprzedniego został zwiększony z $75mln do $130mln. Dla porównania ostatnia część Harrego Pottera Insygnia Śmierci część 2 miał budżet $125mln, a Grawitacja $100mln. Czy to oznacza, że efekty specjalne w Pierścieniu Ognia są zapierające dech w piersiach? Niestety nie. Ogólnie scen z wykorzystaniem ich wzrosła przynajmniej podwójnie, jednak ich poziom pozostał bez zmian. Najgorzej wypadł tytułowy „ogień”. Jest sztuczny, jakby dodawany w After Effects przez laika. Nie tego się spodziewałem po tego typu produkji. Porównując stronę wizualną Harrego Pottera do W Pierścieniu Ognia to widać kto wygrywa. Przypomnijcie sobie sceny okupowanego Hogwartu przez Voldemorta, czy ogień w „pokoju życzeń”. Tam ani przez chwilę nie miałem poczucia sztuczności.

Fabuła a adaptacja książki

Wiele osób narzeka, że film jest przegadany. Że kiedy już się rozkręca to się zaraz kończy. Możliwe. Ale dla mnie właśnie ta pierwsza część filmu była fenomenalna. A wiecie dlaczego? Bo czytałem książkę. Byłem tak pochłonięty sprawdzaniem mojej książkowej wiedzy z tym co widzę na ekranie, że nie odbierałem tego w zdystansowany sposób. Trudno jest ocenić film, przeczytawszy wcześniej książkę i trudno go zrozumieć bez zrobienia tego.

Kiedy oglądałem Władcę Pierścieni na czysto, bez czytania książek to strasznie się wynudziłem. Te wszystkie nazwy rodzajów tych stworzeń itd. Nie nadążałem kto z kim i dlaczego. Przecież powinni zrobić go tak, abym bez czytania książek zrozumiał sens tego wszystkiego! Oczywiście w tym momencie ironizuje. Mam nadzieję, że rozumiecie mój punkt widzenia? To działa w dwie strony.

„Mgła, która gra fair-play” – @froscinsky

Harry Potter, który zawsze przeżywa. Sandra Bullock, która rozpieprza wszystkie stacje kosmiczne w Grawitacji, a i tak szczęśliwie wraca na Ziemię. Pomijając, że dotarła do nich z zerową ilością tlenu. Bond, który nigdy nie rozdarł swojego idealnego garnituru i wykonuje akrobacje niczym wyszkolony ninja. Tego jest mnóstwo! To naturalne, że aby film rozrywkowy był dynamiczny to nagina się odpowiednio fakty. Jeżeli chcemy prawdziwego kina to idziemy na dramat. Tam nie ma miejsca na tego typu sztuczki filmowe.

Dlatego mówienie o mgle, która dostosowuje swoją prędkość do bohaterów by ich nie zabić jest co najmniej nieodpowiednie.

W-pierścieniu-ognia

Gra aktorska

To pierwszy film młodzieżowy, który od samego początku trzymał dobry poziom gry aktorskiej. A w ostatniej części wzrósł jeszcze bardziej. Zjawiskowa Jennifer Lawerance to aktorka, dla której idzie się do kina w ciemno. Ona nigdy nie zawodzi, lecz tym razem przeszła samą siebie. Inni aktorzy tacy jak: genialny Woody Harrelson, czy zjawiskowa Elizabeth Banks również dotrzymują tempa Jennifer. I ta fantastyczna scena w windzie! Palce lizać!

Dlaczego Peeta jest taką pizdą?

Przepraszam za wulgaryzm ale nie mogłem się powstrzymać. W filmie była jedna, cholernie irytująca rzecz (oprócz sztucznego ognia) – Peeta Mellark, czyli chłoptaś z którym Kotna lata po arenie zabijając swoich dopiero co poznanych „przyjaciół”. Umarł, odżył, prawie umarł, sam wpadł w pułapkę, topił się, ratują go inni a na końcu i tak żadnego z niego pożytku nie było. Po prostu tak mi żal było na to patrzeć. I oczywiście, nie mam nic do aktora, który poprawnie go zagrał, ale do scenarzystów. Może nastolatki lubią takie fajtłapy? Nie wiem, nie znam się, ale mnie to po prostu irytowało.

Podsumowanie

Filmowi dałem ocenę 8/10. Pierwszej części 5/10. Średnia na IMDb wynosi 8,2. Można powiedzieć, dlaczego tak wysoko. Dla mnie to proste. Ja jestem człowiekiem, który kocha wszelkiego rodzaju wizualność. Nie rozumianą przez efekty specjalne ale ruch kamery, montaż, wygląd bohaterów na ekranie, ich mimikę twarzy i pasującą do tego muzykę. Mnie tym kupili i z wielką chęcią pójdę na film po raz kolejny do kina.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

@
  • „Dlatego mówienie o mgle, która dostosowuje swoją prędkość do bohaterów by ich nie zabić jest co najmniej nieodpowiednie.” – jest jak najbardziej odpowiednie. Oczywiście, opowieści są różne, rządzą się swoimi prawami i w niektórych filmach takie rzeczy bierzemy za normę, w innych niesamowicie rażą swoją sztucznością. W „Igrzyskach śmierci” tak bardzo zacząłem się nudzić w drugiej części filmu, że te wszystkie zjawiska i uproszczenia zaczynały mnie niesamowicie drażnić. Na Harrym Potterze i Władcy Pierścieni tego nie było, przymykało się oko na niedoróbki, bo filmy nadrabiały historią i rozmachem.

    Drugie Igrzyska to kalka pierwszych, zrealizowana ładniej, z większym rozmachem i… kompletnie bez duszy. Kolorowa efekciarska bajeczka, do obejrzenia, ale żeby się zachwycać?;)

    Zauważ jak sam wiele błędów wytykasz filmowi, widzisz niedoróbki, a mimo to dajesz 8/10. Czy to nie jest przypadkiem ocena dla historii którą znasz z książki? Daję sobie rękę uciąć, że film spłyca ją niesamowicie, resztę dodałeś sobie w myślach, bo pamiętasz wydarzenia i głębię postaci.

    • Tak. Masz w 100% racji :) Stąd moja taka a nie inna ocena, bo nie wiem co by było gdybym nie czytał książki i nie dopowiadał sobie pewnych wydarzeń i faktów. Przyznam, że na pierwszej części strasznie się nudziłem. Po książki sięgnąłem miesiąc przed drugą częścią. Ale tak to już jest, że nie każdy jest w stanie ocenić film z tej samej perspektywy, stąd tak różne są oceny tego filmu :)

    • Władca Pierścieni? ;/ Pierścienia!