Krzysiek Borek14.10.2019
Słuchawki Plantronics BackBeat FIT 6100 – recenzja

Odkąd zacząłem używać iPhone’a 7 i od niedawna Pixela 2 XL doszedłem do wniosku, że jedynymi słuchawkami jakich będę używał będą bezprzewodowe.

Do tej pory w głównej mierze używałem dousznych, ale niedawno do oględzin dostałem bezprzewodowe słuchawki Plantronics BackBeat FIT 6100.

Zawartość opakowania

Pudełko, w których znajdziemy słuchawki nie należy do największych. Na wierzchu jest obwoluta ukazująca model słuchawek, funkcje i kompatybilność.

Wewnątrz poza samymi słuchawkami BackBeat FIT 6100 znajdziemy również niezwykle krótki kabel micro USB do ładowania baterii, przejściówkę z micro USB na tradycyjne gniazdo słuchawkowe, a także dokumentację i skróconą instrukcję obsługi.

Wygląd i jakość wykonania

Sportowe zacięcie widać od razu, ale nie oznacza to, że BackBeat FIT 6100 mają niestandardowe wzornictwo. Wyglądają jak większość słuchawek nausznych, których możemy używać nie tylko podczas treningów. Prezentują się bardzo dobrze i nawet przy codziennym użytkowaniu nie widać, żebyśmy mieli do czynienia ze słuchawkami dla sportowców.

Producent postawił na trzy warianty kolorystyczne, a do testów dostałem szary. Mi taki odpowiada, bo nie lubię jak słuchawki rzucają się w oczy.

Muszle są wykonane z matowego tworzywa sztucznego, a sama obudowa jest wykonana pod kątem, co pomaga w ich zakładaniu. Poza tym można je też zgiąć i wtedy teoretycznie będą zajmowały mniej miejsca. Szkoda, że Plantronics nie pokusiło się o dodanie pokrowca, który z pewnością by się przydał.

Każda z muszli jest wysuwana do dołu, więc każdy z osobna może je dostosować pod siebie. Problemem może być to, że muszle dość ciężko się wysuwają, ale być może z czasem będzie to działać lepiej.

Ogólnie słuchawki są wykonane bardzo dobrze, ale boję się, że za jakiś czas muszle mogą odpaść, ponieważ trzymają się na dość cienkiej metalowej części, a bok niej są kable. Metalowa część może nie ulegnie uszkodzeniu, ale kable mogą i trzeba mieć to na uwadze.

Prawa muszla ma coś, co bardzo mi się przydało podczas spacerów lub okazjonalnego biegania. Ma dotykową powłokę, która wspiera gesty, dzięki nim nie musiałem co chwilę zmieniać utworu używając Apple Watch Series 3 lub wyciągając z kieszeni iPhone’a 7. Gesty pozwalają rozpocząć odtwarzanie utworu, zatrzymać go zmienić utwór na następny albo poprzedni, można też regulować głośność.

Nie miałem problemów podczas używania gestów, ale można je wyłączyć. Ktoś może to docenić, ponieważ czasem zdarzają się przypadkowe dotknięcia.

Parowanie (iOS i Android)

BackBeat FIT 6100 są kompatybilne z iOS i Androidem. Sparowałem je z iPhone’em 7 i Pixelem 2 XL. W obydwu przypadkach proces wyglądał tak samo.

Po włączeniu Bluetooth w słuchawkach i każdym ze smartfonów musiałem chwilę poczekać. Po paru chwilach słuchawki pojawiają się na liście urządzeń, a wtedy wystarczy na nie kliknąć i zostaną sparowane z naszym urządzeniem.

Aplikacja mobilna (iOS i Android)

Słuchawki to nie wszystko, ponieważ Plantronics wydało nawet aplikację mobilną. Do jej używania niezbędne są słuchawki.

Dedykowana aplikacja pozwala między innymi na aktualizację oprogramowania, wyłączenie lub włączenie gestów, o których wspominałem wcześniej.

Można też włączyć tryb “Awareness”, wtedy mikrofon słuchawek działa cały czas i nasłuchuje otoczenie. Po uruchomieniu trybu nadal można słuchać muzyki, ale jej głośność zostanie obniżona.

W przypadku iOS nie mogę powiedzieć złego słowa o aplikacji, wszystko działa w niej znakomicie począwszy od aktualizacji, a kończąc na innych opcjach. Problem w tym, że na Androidzie nie mogłem zaktualizować słuchawek, zmienić equalizera lub wł./wył. gestów.

Pamiętajcie, że aplikacja nie jest potrzebna do bezproblemowej współpracy z waszym urządzeniem. Jednak ma parę opcji, których bez niej nie ustawimy.

Jakość dźwięku i mikrofon

Profil dźwiękowy Plantronics BackBeat FIT 6100 mi odpowiada, choć warto zaznaczyć, że słuchawki nie są zbyt głośne. W większości przypadków muzyki słuchałem na 80% całkowitej głośności i nie miałem z tym problemów.

Bardzo dobrze, ponieważ dzięki temu nie ma mowy o zniekształceniu dźwięku.

Podstawowa konfiguracja powinna odpowiadać każdemu, ale w każdej chwili można zmienić equalizer używając dedykowanej aplikacji. Da się odczuć, że podstawowy profil wyciąga średnie tony, ale bas i wysokie tony również są odczuwalne. Taki konfig sprawdza się bardzo dobrze w rockowych i popowych utworach, ale również w hip hopie.

Jeżeli bardziej zależy wam na basie, możecie przestawić profil w dedykowanej aplikacji. Słychać go wyraźniej, ale nie odbija się negatywnie na wokalu.

Ostatnia z konfiguracji (Bright) wyciąga wysokie tony do tego stopnia, że basu w ogóle nie słychać. Wątpię, żeby większość użytkowników BackBeat FIT 6100 używała tej opcji.

Żywotność baterii

Bateria pozwala na 24 – godzinny odsłuch muzyki. W moim przypadku dziennie słuchałem muzyki maksymalnie dwie godziny, zazwyczaj wychodząc na spacer.

Przy takiej częstotliwości odsłuchu bateria w ciągu każdego dnia spadała o prawie 10%, więc żywotność baterii deklarowana przez producenta z pewnością jest do osiągnięcia.

Baterię naładujemy przez wbudowany port micro USB, co nie powinno trwać długo.

Podsumowanie

Jeżeli szukacie słuchawek nausznych dla aktywnych, warto zainteresować się propozycją Plantronics. BackBeat FIT 6100 są niezwykle lekkie, stabilne i nie będą miały problemów z potem czy okazjonalnym deszczem

Brzmią bardzo dobrze na podstawowym profilu equalizera, ale dwa dodatkowe wypadają zdecydowanie gorzej. Szkoda, że producent w aplikacji mobilnej nie pozwala na ręczną konfigurację.

Plantronics można też pochwalić za wzornictwo, ponieważ słuchawki sprawdzą się świetnie w każdym środowisku. Nie ma znaczenia czy używamy ich podczas ćwiczeń czy okazjonalnych spacerów. W każdym środowisku wyglądają bardzo dobrze.

Za:

  • długi czas pracy na jednym ładowaniu
  • dedykowana aplikacja mobilna
  • łatwe parowanie
  • wysoka jakość wykonania
  • gesty do sterowania odtwarzaną muzyką
  • tryb nasłuchiwania otoczenia
  • dobra jakość dźwięku na podstawowym profilu

Przeciw:

  • brak etui
  • niska głośność maksymalna
  • brak portu USB C biorąc pod uwagę cenę słuchawek
  • ciężko wysuwające się muszle
  • przypadkowe dotknięcia panelu odpowiedzialnego za gesty
  • pałąk może uciskać głowę niektórym użytkownikom
Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek