Dawid Liwski24.12.2017
Xiaomi Mi Max 2 okiem wieloletniego użytkownika iPhone’a

Przez ostatni tydzień używałem Xiaomi Mi Max 2. Wrażenia /ogólnie/ pozytywne, ale nie ma urządzeń idealnych i chiński zawodnik też ma swoje wady. Mniej, niż myślałem, ale ma.

Na wstępie chciałbym podkreślić, że poniższy tekst nie jest porównaniem tzw. cyferek, nie jest to też kolejny “unboxing”. Sporo myślałem o charakterze tego wpisu i doszedłem do wniosku, że chcę przede wszystkim odpowiedzieć na podstawowe pytania, na które sam kiedyś szukałem odpowiedzi. Jak używa się smartfona z Androidem będąc przyzwyczajonym do iOS? Czy migracja podstawowych danych jest uciążliwa? Czy mógłbym zamienić iPhone’a na Xiaomi (lub inne urządzenie niebędące iPhone’em)? Czy Android nadal ma dużo błędów i działa gorzej od iOS? Czy urządzenia od Xiaomi mogą konkurować z urządzeniami od Apple i innych “dużych” graczy? Ja już wiem i nie pozostało mi nic innego, jak zaprosić Was, moi drodzy, do lektury.

Sprzęt

Xiaomi Mi Max 2. O-l-b-r-z-y-m. Tak, to była moja pierwsza myśl: “ale olbrzym”. Jest większy od iPhone’a 8 Plus, z kolei iPhone 8 jako całość jest mniejszy niż sam ekran w Xiaomi. Nieźle, prawda? Phablet – tak to się chyba nazywało. Z jednej strony widziałem w tym zalety, ale spodziewałem się, że z czasem stanie się to uciążliwe… i stało się, ale o tym później.

Mi Max 2 jest duży, ale jest przy tym lekki, a grubością zrównuje się z iPhone’em 6s. Wbrew moim podejrzeniom dość dobrze i pewnie leży w dłoni – nawet bez etui. To było dla mnie zaskoczeniem, bo spodziewałem się, że będzie wypadał z ręki częściej niż iPhone. Wykorzystane materiały są solidne (a przynajmniej takie sprawiają wrażenie), wszystkie elementy dobrze spasowane, a sam design bardzo prosty – nie powinien wywoływać skrajnych emocji. Biorąc pod uwagę cenę tego smartfona – jest, krótko mówiąc, dobrze. Myślałem, że jakość wykonania będzie dość niska, ale myliłem się. Aczkolwiek mam takie głupie wrażenie, że gdyby upadł, to przestałby działać.

Czytnik linii papilarnych umieszczony z tyłu – dobrze czy źle? Działa błyskawicznie i ani razu nie miał problemu z odczytem mojego palca wskazującego, ale przez rozmiary telefonu czasami ciężko go dosięgnąć. W każdym razie byłem zaskoczony skutecznością i szybkością jego działania. iPhone częściej mnie zawodzi, ale gdybym osobiście miał wybierać między skutecznym czytnikiem z tyłu, a mniej skutecznym z przodu, wybrałbym to drugie.

Co więcej mogę napisać o specyfikacji tego modelu Xiaomi? Z obu stron aparat, lampa błyskowa, slot na dwie karty SIM lub kartę SIM i kartę SD, złącze USB-C. Standard dla użytkowników nie-iPhone’ów, dla mnie nowość. Czy z tego wszystkiego korzystałem? Tak, na próbę i jest ok – działa. Czy mi to potrzebne? Zdecydowanie nie. Mam jedną kartę SIM, a 64 GB wbudowanej pamięci w zupełności mi wystarcza. Denerwował mnie mały i nieistotny szczegół, ale jak ktoś często wymienia karty SIM, to na pewno to dostrzeże – slot na kartę jest umieszczony tyłem do ekranu, co w praktyce oznacza, że wyjęcie tacki z telefonu powoduje natychmiastowe wypadnięcie karty. Ciekaw jestem jak wysokie miałem ciśnienie, kiedy karta wypadła mi bezszelestnie na moją bluzę, a ja pomyślałem, że mogła zostać wewnątrz Mi Maxa…

Kamera robi dobre zdjęcia, ale szału nie ma. Na pewno nie może konkurować z iPhone’em 7 Plus i nowszymi. Jak ktoś szuka aparatu z funkcją dzwonienia – musi szukać dalej. Przednia kamerka (zdrobnienia użyłem celowo) pozostawia wiele, naprawdę wiele do życzenia.

Oprogramowanie

Pierwsza konfiguracja jest zbliżona do tej, którą znam z iOS. Kilka podstawowych pytań, logowanie do konta Google i voila. Aha, byłbym zapomniał. Xiaomi Mi Max 2 korzysta z oprogramowania Android 7.1 Nougat z nakładką zwaną MIUI. O ile kiedyś uznawałem wszystkie nakładki za zbędne, tak tutaj przyznaję bez bicia – MIUI dodaje klasy i lekkości Androidowi i w dodatku nie spowalnia go. Brawo Xiaomi. Wróćmy jednak do meritum. Skonfigurowałem telefon w kilka minut i moim oczom ukazał się ekran początkowy. Dość prosty, minimalistyczny i na pewno nie straszny dla kogoś, kto do tej pory używał tylko iPhone’a. Oczywiście jest możliwość skorzystania z wielu motywów, ale ja staram się trzymać fabrycznych ustawień.

Nie będę w szczegółach opisywał UI – tak jak wspominałem, nie to jest celem tego tekstu. Jest inne, dla mnie lekko skomplikowane (pomijając “home screen”), ale na pewno nie jest to minus.

Po skonfigurowaniu podstawowych funkcji przyszedł czas na dane. Miałem nadzieję na program, który szybko przeniesie dane z iPhone’a do Xiaomi. Okazało się, że takiego programu nie ma. Owszem, są jakieś narzędzia, ale nie budzą zaufania, są płatne i z tego, co czytałem – nieskuteczne. Zatem kontakty zsynchronizowałem z kontem Google (jedno kliknięcie w Kontaktach na Macu), zdjęcia wysłałem do Google Photos, a notatki po prostu skopiowałem (nie mam ich dużo). Historii przeglądarki, zapisanych haseł, SMS-ów i wielu innych danych nie udało mi się przenieść. Pliki z iCloud Drive można przerzucić do Dropbox. Niby nie jest to wszystko skomplikowane, ale liczyłem na jedno kliknięcie i oglądanie paska postępu z kubkiem kawy w ręku. Schody pojawiły się przy konfiguracji poczty. Wbudowany klient odrzucał dane konta iCloud, więc zainstalowałem Outlook. Ten przyjął dane, ale niestety jego funkcjonalność pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim brakowało mi powiadomień push i obsługi aliasów. Gdybym kiedyś zrezygnował z iPhone’a, musiałbym też zrezygnować z poczty iCloud na rzecz Gmail. Chyba że są inne rozwiązania, których jeszcze nie znam. Jeśli chodzi o aplikacje firm trzecich – poszło, o dziwo, gładko. Zainstalowałem najważniejsze z nich, a z logowaniem pomógł LastPass (alternatywa dla 1Password). Poszło błyskawicznie. Po chwili dostawałem już powiadomienia na obu smartfonach. “Jestem w domu” – pomyślałem. Większość aplikacji wygląda identycznie, część z nich ma natomiast zdecydowanie więcej funkcji (np. yanosik). Są też lżejsze wersje aplikacji od Facebooka, czego zdecydowanie brakuje w iOS. Zauważyłem jednak, że duży ekran nie jest dobrze wykorzystywany. Dla przykładu, Twitter pokazuje mniejszą ilość tweetów na ekranie w Xiaomi niż w iPhone 6s. Zawartość wielu aplikacji wydaje się być po prostu powiększona, aby zapełnić ekran. Słabo. Sporym problemem dla mniej świadomych użytkowników mogą być zdublowane aplikacje w sklepie Google Play. Z czystym sumieniem napisałem zdublowane, bo kiedy szukamy aplikacji Messenger, znajdziemy pięć “Messengerów” i trzeba sprawdzić, który jest prawdziwy. Bezpieczeństwo instalowania pozostałych podaję w wątpliwość.

Wróćmy jednak do połączenia Androida z MIUI. Na pochwałę zasługuje na pewno działanie całego systemu. Przez tydzień nie zauważyłem ani jednego błędu. Oprogramowanie nie zawiesza się, nie widać bugów, animacje są płynne, a reakcje błyskawiczne. To nie ten Android, z którym miałem do czynienia kilka lat temu. Aplikacje włączają się tak samo szybko lub szybciej niż w iOS. Czas pracy na baterii – bajka. Bez problemu wytrzymał dwa pełne dni “katowania”. Niestety dość długo się ładuje. Centrum sterowania bardziej rozbudowane, ale w gruncie rzeczy wystarczyły mi skróty do latarki i “nie przeszkadzać”, tak jak w iPhonie. Jak ktoś lubi mnóstwo przełączników – będzie zadowolony. Klawiatura przekonała mnie do siebie podpowiedziami – po kilku dniach pisania z konkretną osobą, dostawałem tak trafione podpowiedzi, że czasami wpisywałem tylko pierwsze litery słów, a całe zdanie tworzyłem wybierając podpowiadane frazy. Powiadomienia są zbliżone, zarówno w swoim działaniu, jak i wyglądzie, do tych z iOS. Przeszkadzało mi to, że przesunięcie powiadomienia nie otwiera go, a usuwa, ale to też tylko kwestia przyzwyczajeń. Plusem za to jest fakt, że wymazanie powiadomień usuwa też plakietki z ikon.

Jeśli chodzi o wady /subiektywnie/ – irytowały mnie bardzo częste pytania o dostęp do przeróżnych danych – do kontaktów, do plików, do SMS-ów, do historii rozmów. Za każdym razem czułem obawę przed wybraniem “zezwalaj”. Ciężko też zmienić ten wybór – zanim dokopałem się do tych uprawnień… no, trochę mi to zajęło. Brakowało mi też gestu powracania do poprzedniej strony (“swipe right”) oraz brak gestu tapnięcia w pasek statusu, aby powrócić na górę. Często z tego korzystam w iPhonie i łapałem się na tym, że wykonywałem te gesty w Xiaomi – bezskutecznie. Jakość rozmów na minus – czasami słychać trzaski i szum (pomiędzy wypowiedziami). Co więcej, Mi Max 2 jest tak duży, że dość często nie trafiałem głośnikiem w ucho – był albo wyżej, albo gdzieś obok i w efekcie nie słyszałem prawie nic, musiałem szukać odpowiedniej pozycji telefonu względem ucha. Pewnie po dłuższym czasie można wyćwiczyć prawidłowy chwyt, ale ja tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że tak duży smartfon nie może być praktyczny. Jak już jestem przy prawidłowym chwycie – nie raz zdarzyło mi się podnieść go “do góry nogami” – czasami ciężko zauważyć różnicę. Drobiazg, ale obrócenie go w jednej dłoni nie jest takie łatwe.

Żałuję, że ten model Xiaomi nie jest wyposażony w NFC. Byłem przekonany, że jest inaczej, a tu przykra niespodzianka. Żałuję też, że miałem go tak krótko, bo wielu rzeczy nie udało mi się sprawdzić. Przyznam Wam się szczerze, że już po kilku dniach miałem ochotę wrócić do iPhone’a. Mimo tego, że ostatnio iOS ma sporo błędów i działa gorzej niż bym tego oczekiwał, to jednak powrót pozwolił mi odczuć swego rodzaju ulgę. Czy mógłbym używać Xiaomi na co dzień? Mógłbym, zdecydowanie. Może nawet zrobiłbym nim więcej, niż iPhone’em. Czy chciałbym? Zdecydowanie nie. Jeszcze nie dziś. Biorąc jednak pod uwagę wszystko to, co napisałem, tj. ogólne wrażenie po przesiadce, jakość sprzętu i oprogramowania i przede wszystkim cenę – Mi Max 2 na pewno jest godnym polecenia smartfonem i bardzo chętnie przetestuję inne modele Xiaomi. Tak jak kiedyś Android wzbudzał we mnie niechęć, tak teraz wzbudził moją ciekawość i chęć na więcej.

Na koniec

Zatem podsumowując pozwolę sobie wrócić do pytań zadanych na początku. Jak używa się smartfona z Androidem będąc przyzwyczajonym do iOS? Nie tak źle, jak myślałem. Można zauważyć coraz więcej cech wspólnych. Męczy ilość opcji i pytań, ale może dla niektórych będzie to plus. Nie brakuje funkcji i aplikacji. Pewne przyzwyczajenia na początku mogą irytować. Czy migracja podstawowych danych jest uciążliwa? Zdecydowanie tak. Trzeba poświęcić na to sporo czasu i z wieloma danymi kombinować. Czy mógłbym zamienić iPhone’a na Xiaomi (lub inne urządzenie niebędące iPhone’em)? Tak. Celowałbym w Xiaomi lub smartfony Google. Jednak “mógłbym” nie znaczy “chciałbym”, o czym pisałem wcześniej. Czy Android nadal ma dużo błędów i działa gorzej od iOS? Nie. Działa naprawdę dobrze, czasami lepiej od iOS, nie zacina się i ciężko znaleźć bugi. Rzuca się w oczy niepełne przetłumaczenie na język polski, ale głównie w ustawieniach i to dość głęboko, więc można przymknąć na to oko. Czy urządzenia od Xiaomi mogą konkurować z urządzeniami od Apple i innych “dużych” graczy? Myślę, że tak, jednak iPhone X czy najnowszy Samsung Galaxy sprawia wrażenie produktu klasy premium, natomiast Xiaomi takiego wrażenia nie robi. Jest “poprawny”, nie ma żadnego “wow”.

Za udzielenie sprzętu do testów dziękujemy sklepowi funtech.pl.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

Użytkownik produktów Apple od 2007 r.
@dliwski