Krzysiek Borek29.11.2019
Death Stranding – recenzja

Death Stranding w końcu zostało wydane, choć przed pierwszą grą Kojimy poza Konami było jeszcze PT. Był to pierwszy projekt Hideo Kojimy, Normana Reedusa i Guillermo Del Toro.

Od momentu zapowiedzi nowego projektu Japończyka byliśmy stale karmieni nowymi informacjami o grze, zwiastunami i materiałami promocyjnymi. Niestety jeden z ostatnio prezentowanych zwiastunów zdradzał zbyt wiele o grze. Nie zmienia to jednak faktu, że odpowiedź na pytanie czy gra rzeczywiście jest taka dobra, jest niezwykle trudne.

Ukończenie kampanii zajęło mi 34 godziny i w głównej mierze skupiłem się na wykonywaniu zadań głównych, a poboczne zostawiłem sobie na później.

Podczas rozgrywki sterujemy poczynaniami Sama Portera, kuriera z fobią na punkcie bycia dotykanym przez innych. Prezydent Stanów Zjednoczonych, a raczej tego co z nich zostało ma zadanie dla Sama. Kurier musi na nowo połączyć miasta w jedną sieć, która sprawi, że kraj zostanie odbudowany. Jednak największą przeszkodą okazują się Wynurzeni (BT).

Wynurzeni to dusze zmarłych ludzi przebywających w czyśćcu, ale ze względu na Wdarcie śmierci (tytułowe Death Stranding) mogą wrócić do zwykłego świata. Poza nimi przyjdzie nam stoczyć niejeden pojedynek z MUŁ-ami, którzy kiedyś byli kurierami tak jak główny bohater.

Na szczęście gracz jest w stanie zobaczyć Wynurzonych, a wszystko za sprawą BB (Bridge Baby), które pozwala skanować teren, po którym się poruszamy. Sam ma również wsparcie od Deadmana zajmującego się BB. Dzięki temu mamy wszystko objaśnione i wiemy jak powinniśmy działać w danej chwili.

Produkcja studia Hideo Kojimy częściowo wyjaśnia dlaczego społeczność musi polegać na kurierach, którzy przenoszą ciężkie przedmioty z punktu A do B. Wszystko za sprawą zbyt małej przepustowości sieci chiralnej.

Praktycznie każda większa i mniejsza placówka ma hologramy, w ten sposób odbywają się rozmowy między postacią sterowaną przez gracza, a NPC. Nie zabrakło również botów, które mogą wykonać część pracy za gracza. Dzięki temu można skupić się na kluczowych zleceniach, a te mniej ważne powierzyć botowi.

Większość fabuły poznamy z długich do granic możliwości przerywników wideo, ale resztę będziemy musieli przeczytać z rozmów lub wiadomości. Brzmi znajomo? Kojima zrobił podobnie w Metal Gear Solid V The Phantom Pain, choć tam były taśmy do przesłuchania. Dzięki dodatkowym informacjom poznamy bliżej zleceniodawców i świat, po którym się poruszamy.

Najważniejszymi elementami rozgrywki są podróże i walka z przeciwnikami. Przed każdą podróżą musimy odpowiednio ułożyć ładunek na plecach Sama, ale można też skorzystać z automatycznego ułożenia. Przedmioty różnią się od siebie, czasem przyjdzie nam przenieść bombę, a innym razem jedzenie. Jednak pudełka, które nosimy nie różnią się zbytnio od siebie poza opisem ładunku.

Początkowo wykonywanie zleceń może okazać się trudne, ale po otrzymaniu pierwszego z paru egzoszkieletów zlecenia stają się zdecydowanie za łatwe. Można też używać środków lokomocji takich jak motocykl i ciężarówka, są też podobne do dronów unoszące się w powietrzu przewoźniki.

Podczas „spacerów” z paczuszkami prawie cały czas będziemy trzymali L2 i R2, aby Sam nie miał kłopotów z ładunkiem. Jest też pasek wytrzymałości, który spada w zależności od niesionego ładunku, przy przechodzeniu przez wodę i rzecz jasna podczas biegu.

Mapa w Death Stranding nie należy do najlepiej wykonanych, jest nieczytelna. Budowle mają taki sam kolor (niezależnie czy są nasze, czy powstały dzięki innym graczom). Przez to nawigacja jest trudna, ale być może Kojima Productions poprawi to w aktualizacji gry. Pierwsze kroki będą wtedy niezwykle ciężkie, bo każdy z elementów nie pojawi się od razu na mapie i trzeba je odnaleźć na własną rękę.

Walka w najnowszej produkcji Hideo Kojimy nie jest głównym elementem rozgrywki. Nie zmienia to jednak faktu, że Sam otrzymuje dostęp do broni i tu znowu widać inspirację Metal Gear Solid V. Bronie i elementy ekwipunku mają poziomy, aby je podnieść wystarczy wykonywać zlecenia od tej samej osoby, aby zwiekszyć poziom połączenia.

Potyczki z Wynurzonymi można przeprowadzić na dwa sposoby, pierwszym jestem ich ominięcie i wstrzymywanie oddechu, a drugim rzecz jasna walka przy użyciu posiadanych broni. Jednak do walki dochodzi dopiero w momencie, gdy Wynurzeni wciągną bohatera. Wtedy część lokacji zmienia się nie do poznania i możemy z nimi walczyć.

To właśnie najlepszy element Death Stranding biorąc pod uwagę to, że walk nie ma zbyt wiele, szczególnie tych z bossami.

Bronie mają różne rodzaje amunicji, a na Wynurzonych najlepsza jest krew głównego bohatera, choć zwykła amunicja również na nich działa, ale zadaje mniejsze obrażenia (szczególnie podczas walk z bossami). Kojima Productions pomyślało o wszystkim, bo są też bronie, które nie zabiją naszych przeciwników, tylko ich obezwładnia.

Fani ostatniej gry z serii Metal Gear Solid poczują się jak w domu, silnik graficzny Decima działa podobnie do Fox Engine. Modele postaci i animacje wyglądają niemal tak samo.

Najbardziej widać to w przypadków MUŁ-ów i Homo Demens. W obu przypadkach łatwo dostrzec podobieństwa do żołnierzy z MGS V. Boty odpowiedzialne za dostawy przypominają Dwarf Gekko z MGS4, a jedynym dodatkiem są nogi i platforma na przenoszone paczki.

Decima to niezwykle udany silnik graficzny i nie ma nic złego w przybliżeniu jego działania do FOX Engine znanego z ostatnich części Metal Gear Solid.

Ścieżka dźwiękowa jest niesamowita, choć muzyka powinna występować częściej podczas eksploracji świata. W takim momencie pojawia się jedynie we wcześniej ustalonych sytuacjach, a większość utworów pochodzi z repertuaru Low Roar.

Death Stranding ma wielu wspaniałych aktorów głosowych, ale po ukończeniu gry zauważyłem, że najlepiej wypada Higgs grany przez Troy’a Bakera i Die-Hardman, któremu głosu użyczył Tommie Earl Jenkins. Norman Reedus przypomina postać graną w Tom Clancy’s The Division 2, prawie nic nie mówi, a szczególnie podczas wykonywania zadań pobocznych.

Podsumowanie

Największym problemem Death Stranding są powtarzalne zadania związane z przenoszeniem paczek z punktu A do B. To bardzo nudne zajęcie w szczególności, gdy zleceniodawcy to hologramy i nie wchodzimy w z nimi w interakcje.

Po zawirowaniach z Metal Gear Solid V liczyłem na lepszą produkcję. Jednak brakuje tu typowego Kojimy, a rozgrywka w końcu zaczyna być nużąca.

Na szczęście pojawiło się trochę nowości, a jedną z bardziej pomysłowych jest asynchroniczny tryb dla wielu graczy. Miejmy nadzieję, że pomysł będzie rozwijany i zacznie przypominać atomowe rozbrojenie z The Phantom Pain.

Alegorie związane z połączeniem Stanów Zjednoczonych na nowo są tutaj obecne, widać je szczególnie w momencie, gdy zawiązujemy nowe kontakty i dodajemy kolejne lokacje do sieci chiralnej. Jest to pokaz dążenia do tego samego celu przez więcej niż jedną jednostkę.

Dla mnie Death Stranding to w głównej mierze symulator kuriera i nawet dobre walki z bossami nie wyciągną ze mnie innego wniosku. Pomimo świetnej oprawy, ścieżki dźwiękowej, solidnych aktorów głosowych i walki trudno przymknąć oko na główną oś rozgrywki, która z godziny na godzinę potrafi znudzić gracza.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek