Krzysiek Borek10.10.2019
GRID (2019) – recenzja

Z serią GRID znam się od drugiej części, która spodobała mi się na tyle, że przeszedłem ją parę razy.

O nowej części serii dowiedziałem się z zapowiedzi i od tamtego momentu nie śledziłem informacji o produkcji Codemasters i nie oglądałem zapisów z rozgrywki. Zainteresowanie w ogóle nie zmalało, co z resztą przeczytacie w mojej recenzji.

Zanim zacznę, chciałbym podziękować Koch Media Polska za udostępnienie najnowszej produkcji studia Codemsters do recenzji.

Początek przygody jest niezwykle intesywny i efektowny. Gracz od razu zostaje rzucony w wir wydarzeń, ale to jedynie zaczątek całości. Mistrzowie Kodu chcieli nas w ten sposób wprowadzić w mechanikę produkcji i sytuacje, które mogą zdarzyć się podczas wyścigów. Każda z dyscyplin ma swoje auta, ale podczas jednego z wyścigów zauważyłem dziwny glitch graficzny. Był to pojedynczy problem i później w ogóle się nie pojawił.

Codemasters postanowiło oddać nam do dyspozycji trzy tryby rozgrywki. Mamy do dyspozycji karierę, jazdę dowolną i rozgrywkę wieloosobową. Przez caly okres grania skupiłem się jedynie na pierwszym, ponieważ byłem ciekaw czy przyjdzie mi się ścigać z legendarną już ekipą RavenWest Motorsport.

Wyścigi w karierze podzielono na swego rodzaju dyscypliny, które wymagają różnych aut, więc nie ma mowy o ukończeniu gry jednym. Problem w tym, że każda dyscyplina potrzebuje oddzielnego auta, a niektóre (szczególnie Prototypy) są niezwykle drogie i trzeba poświęcić sporo czasu, aby zdobyć gotówkę na zakup takiego auta. Każda z dyscyplin kończy się starciem z najlepszą ekipą danego typu, choć prawie w ogóle z nimi nie konkurujemy podczas początkowych zawodów. Jedynym wjątkiem są wyzwania Fernando Alonso gdzie przed podejściem do starcia są dwa wyścigi, które koniecznie trzeba ukończyć.

Na starcie kariery wyścigi nie są wymagające i zazwyczaj każde zawody mają po 2, schody zaczynają się w drugiej połowie zawodów. Wtedy gra staje się bardziej wymagająca i często jeden błąd może okazać się przegraną. W takich sytuacjach warto brać udział w kwalifikacjach, żeby mieć lepszą pozycję startową. Jednak czułem niezwykłą satysfakcję zaczynając nawet z końca stawki i lądując w pierwszej piątce. Najważniejsze, że nie musimy wygrywać każdych zawodów, bo wystarczy jeden wymagany, żeby przejść dalej.

Tras nie ma zbyt wielu, ale większość jest świetnie zaprojektowana i przemyślana. Wyścigi nie są zbyt wolne, choć zdarzają się tory, gdzie zakrętów jest bardzo dużo i nie raz trzeba walczyć zderzak w zderzak ze sztuczną inteligencją. Mi to odpowiadało, bo wiedziałem, że nie walczę jedynie z czasem, będąc już na pierwszym miejscu. Poza tym pomaga to również zyskać wiele pozycji.

Jak już wcześniej wspominałem każde zawody kończą się starciami, które dają nam dostęp do GRID World Series, czyli potyczki z Ravenwest Motorsport. Właśnie wtedy produkcja Codemasters zaczyna się robić jeszcze trudniejsza. Kierowcy naszego głównego rywala podczas wyścigu nie dają chwili wytchnienia, mało tego wszystkie zawody trzeba wygrać, żeby wziąć udział w finale.

GRID dużo zyskał dzięki współpracy z Fernando Alonso. Nie należę do osób z prawem jazdy, ale kiedyś interesowałem się trochę Formułą 1 i chętnie oglądałem poczynania Hiszpana. W normlanym scenariuszu pewnie nie miałbym z nim szans w wyścigu, ale produkcja Codemasters umożliwia nam „walkę” z Hiszpanem. Każdy z wyścigów (a są 3) były dla mnie trudne, w szczególności ten za kierownicą Renault R26, choć po paru próbach udało mi się w nim zwyciężyć.

Prawdziwą wisienką na torcie są zawody na Zaproszenie. Dzięki nim możemy poznać wiele starszych aut, które również brały udział w wyścigach. Mamy szansę jeździć Ferrari, Fordem GT40 i wieloma innymi modelami z dawnych lat. Może nie mają tak szczegółowych danych jak w Gran Turismo Sport, ale jazda takimi autami nawet w grze może być dla kogoś spełnieniem motoryzacyjnych marzeń.

GRID pod względem rozgrywki stoi na niezwykle wysokim poziomie, wyścigi przebiegają szybko i często trafiają się nagłe zwroty sytuacji. Wszystko za sprawą zmiennej sztucznej inteligencji. Pierwszą z widocznych nowości jest dodanie rywali, ale druga opcja jest zdecydowanie ciekawsza, ponieważ po uderzeniu parę razy tego samego zawodnika włącza się „Nemezis”. Uderzony przez gracza zawodnik ma czerwoną ikonę i zaczyna uprzykrzać nam życie podczas trwania wyściu. Często dochodzi do starć bok w bok, czasem zdarza się, że przeciwnik uderza w bok auta i nas obraca. Przez to tracimy parę pozycji i trzeba gonić stawkę, aby zająć odpowiednie miejsce. Sztuczna itelignecja nie działa wyłącznie na gracza, ponieważ walka na torze jest między wszystkimi zawodnikami. Czasem nawet dochodzi do wypadków. Za takie rozwiązanie należą się brawa Codemasters, ponieważ wyścigi nie są nudne i prawie zawsze czuć niepokój po starcie.

Graficznie nawet na Xboksie One S produkcja Mistrzów Kodu daje sobie radę, choć widać braki w dalszym planie. Jednak modele aut i same tory wyglądają bardzo dobrze, a gra oferuje zmianę kamery. Jednakże sytuacje na torze nie dają nam ani chwili na napawanie się nimi. Nie zmienia to jednak faktu, że GRID daje niesamowitą frajdę ze ścigania i zapewni wam wiele godzin niezapomnianej rozgrywki.

Podsumowanie

GRID bez wątpienia może zasłużyć na miano gry wyścigowej roku. Wszystko za sprawą systemu Nemezis i unikalnej sztucznej inteligencji. Gra praktycznie na każdym kroku sprawdza umiejętności gracza, co sprawia, że nie należy do łatwych. Niektóre tory bywają denewujące, ale w większości przypadków można na nie przymknąć oko.

Już dawno nie bawiłem się tak dobrze, pomimo grania w Gran Turismo Sport czy Forza Motorsport 7. W przypadku GRIDa ukończenie wyścigu nawet na 5 miejscu dawało mi większą satysfakcję w porównaniu z ciągłym wygrywaniem w produkcjach Polyphony Digital czy Turn 10 Studios.

Za:

  • zróżnicowane wyścigi
  • system Nemezis i unikatowa sztuczna inteligencja
  • szybkie tempo wyścigów
  • starcia z poszczególnymi ekipami
  •  możliwość pokonania Fernando Alonso
  • komentatorzy podczas wyścigów

Przeciw:

  • literówki w lokalizacji
  • glitch graficzny zaraz na początku gry
  • problem z przejściem stałego obrazu w rozpoczęcie okrążenia (w kwalifikacjach)

PS. W grę grałem na Xboksie One S, przejście kariery zajęło mi ponad 15 godzin.

Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

The Sins never die
@krzysiek_borek