Paweł Wojciechowski22.01.2014
Nie daj się internetowej sieczce

Internet to jeden wielki chaos. Ilość informacji jakie się w nim znajdują jest niemożliwa do policzenia. Czasami mam wrażenie, że przypomina jeden wielki śmietnik. Zanim dotrzemy do tego co nas interesuje musimy się przekopać przez masę niepotrzebnych i często śmierdzących rzeczy. Niestety szukanie jest uzależniające.

Wszystko natychmiast

Teraz nie liczy się to, co niesie za sobą informacja tylko to, jak szybko została dostarczona. Dochodzi do tego, że publikowane są newsy niesprawdzone, a jak się często okazuje błędne (żeby nie napisać zmyślone). Wystarczy spojrzeć na ostatnią sytuację z Filipem Chajzerem. Polecam wywiad z nim na natemat.pl.

Internet stwarza dla każdego możliwość jego współtworzenia. Problem polega na tym, że nie każdy ma do powiedzenia coś wartościowego, ale mimo wszystko to robi. W efekcie czego powstaje szum niepotrzebnych i kiepsko napisanych treści. Tak jak pisze Seth Godin w jednym ze swoich ostatnich artykułów

When we had trusted curators it was easy. We read what we were supposed to read, we read what we trusted, regardless of how long it was, because the curator was taking a risk and promising us it was worth it. No longer. Now, it’s up to us.

Ponieważ wybrać coś wśród tego gąszczu nie jest łatwo, to powstaje coraz więcej serwisów, które oferują nam “curated content”, czyli przedstawiają nam zestaw treści do czytania zgodny z naszymi zainteresowaniami.

A może należałoby zwolnić? Często żywimy się medialną papką, bo tak jest łatwiej i przyjemniej, zamiast przystanąć na chwilę i sięgnąć po coś co naprawdę ma sens.

Slow web

Natychmiastowa informacja zwrotna powoduje to, że wykonując jakieś czynności nie możemy się zatrzymać. Ile razy złapaliście się na tym, że nie możecie oderwać się od komputera usprawiedliwiając siebie samych: jeszcze pół godzinki, jeszcze 15 minut… W imię czego? Pojawił się w sieci trend, który ma na celu powstrzymanie zjawiska ciągłej pogoni nie wiadomo za czym. Podobnie jak slow food powstało jako przeciwieństwo fast foodów, tak samo slow web jest przeciwieństwem internetu w takim kształcie, w jakim z niego teraz korzystamy. Więcej o tej idei możecie poczytać w eseju Jacka Chenga.

5 rad jak się nie dać pożreć

Co możemy zrobić, żeby odzyskać trochę kontroli nad tym, jak przeglądamy sieć czy korzystamy z mediów? Pierwszym krokiem według mnie jest ograniczenie oglądania telewizji. Pisałem o tym u siebie na blogu.

spam

Kolejnym krokiem będzie ograniczenie sieci społecznościowych. Olejcie Facebooka. Zamiast tego przeczytajcie jakiś ciekawy artykuł na temat Waszych zainteresowań lub hobby czy sięgnijcie po książkę. Jeżeli Facebook służy Wam do komunikacji ze znajomymi to wykorzystujcie go właśnie do tego. Nie przeglądajcie natomiast pozostałej sieczki np. ciągu treści marketingowych lub linków do portali, które aby obejrzeć treść wymagają jej polubienia.

Zdarza się, co jest zresztą bardzo irytujące, że w sieciach społecznościowych trzeba się przebić przez masę nieinteresujących statusów, żeby dotrzeć do tych, które warto jest czytać. Jaka na to recepta? Blokujcie bez litości. Nawet nie zauważycie, że czegoś Wam brakuje, a zyskacie więcej czasu na przyjemności.

Subskrypcje RSS

Jeśli tak jak ja korzystacie z RSSów to wiecie, że bardzo łatwo się zapędzić z ilością subskrypcji. W pewnym momencie dochodzicie do momentu, kiedy filtrowanie treści zajmuje Wam więcej czasu niż ich czytanie. Dlatego subskrybujcie tylko te blogi czy serwisy, które są aktualizowane stosunkowo rzadko – maksymalnie raz dziennie. Wybierzcie jeden, maksymalnie dwa portale technologiczne, który będziecie oglądać przez stronę. Tak dużo szybciej odfiltrujecie to, co Was nie interesuje i nadal będziecie na bieżąco.

Wylogujcie się na trochę!

To ostatnia rada. Naprawdę nie musicie sprawdzać powiadomień w chwili, w której się one pokazują. Jeśli komuś odpiszecie za dwie godziny, to nic się nie stanie. Najlepiej wyłączcie całkiem powiadomienia i ustalcie sobie kilka momentów w ciągu dnia, kiedy pozwolicie sobie sprawdzić co nowego w świecie. Spotkania ze znajomymi tak samo są po to, żeby z nimi porozmawiać, a nie ze swoim telefonem.

Będziecie zdumieni ile więcej rzeczy uda Wam się osiągnąć, jeśli tylko wdrożycie parę z tych rad w życie. Może wykorzystacie ten czas, żeby napisać kilka słów lub nauczyć się nowej umiejętności. A może będziecie mieli czas, żeby w końcu pokazać swoje prace światu i coś fajnego z tego wyniknie. Gorąco Was do tego zachęcam.

Więcej moich tekstów możecie przeczytać na moim blogu

Źródło: fot. Internet map flickr
Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze, dodaj do Google+ lub RSS

Z zawodu programista. Fan technologii i fotograf.
@wojciechowskip
  • Mecenas Maciek Jasiński

    wlasne opinie buduje sie na poznawaniu opinii innych.. wiec odcinanie sie od wszystkiego innego w tym przypadku nie zadziała…. artykuł raczej na bloga a nie na taki portal….srednio atrkcyjny dla czytelnika – nie wiele wnoszacy – zamknac mógłby sie w wyboldowanych stwierdzeniach… jak dla mnie przyklad wlasnie internetowej sieczki… sorry za szczerosc

    • Dzięki za szczerość i konstruktywną krytykę.

      Według mnie opinii nie trzeba mieć w każdym możliwym temacie. Nie trzeba się odcinać od wszystkiego, ale ile można wałkować niektóre tematy dotyczące chociażby polityki. To jest zdecydowanie strata czasu.

      • Mecenas Maciek Jasiński

        pamietaj ze obracamy sie w roznym swiecie, spotykamy roznych ludzi i ulomnym jest zamykanie sie tylko na „swoj swiat” swoje zainteresowania itp… trzeba miec wlasne zdanie w kazdym temacie choc nie koniecznie trzeba je zawsze glosno wyrażac

        • Problem polega na tym, że opinia nic nie znaczy dopóki czegoś dany człowiek sobą nie reprezentuje. Autorytetu nie buduje się poznając opinie innych tylko wykonując pewną pracę. Czytając co popadnie i próbując wyrobić sobie zdanie w każdym temacie nie zbuduje się autorytetu na tyle, żeby to zdanie cokolwiek znaczyło. Doba ma 24 godziny.